Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Articles Bitwy i Kampanie Bitwa pod Manassas (Bull Run), 21 lipca 1861r. - Część V.

Bitwa pod Manassas (Bull Run), 21 lipca 1861r. - Część V.

There are no translations available.

autor: Ireneusz Friede

Bull-Run-Bridge_2mPo bitwie

Rankiem 21 lipca prezydent Konfederacji Jefferson Davis specjalnym pociągiem opuścił Richmond. Późnym popołudniem dotarł on do Manassas, gdzie zmienił środek transportu na wypożyczonego wojskowego konia. Prezydent niezwłocznie ruszył w kierunku kwatery generała Johnstona. Widok, który napotkał po drodze nie zapowiadał niczego dobrego - z pola bitwy spływały grupki żołnierzy, niektórzy bez broni, wielu rannych lub zszokowanych. Malujące się na ich twarzach wyczerpanie i przerażenie wzbudziły w Davisie poważne obawy co do pomyślnego dla Konfederacji przebiegu walk.

Dopiero rozmowa z generałem Johnstonem i uważna lustracja okolicy przekonały prezydenta o zwycięstwie Południowców. W tej sytuacji zaczął on, popadając w drugą skrajność, domagać się od swoich dowódców energicznego pościgu. Po rozbiciu resztek armii federalnej jego ukoronowaniem mogło być zajęcie Waszyngtonu. Nic takiego jednak nie nastąpiło, co jeszcze w latach powojennych było przedmiotem zażartych polemik pomiędzy Davisem z jednej strony, a generałami Beauregardem i Johnstonem z drugiej.

Wydaje się jednak, że w sporze tym więcej racji wydają się mieć ci dwaj ostatni. Straty konfederackie w bitwie były bowiem znaczne. Brakowało także zapasów wyposażenia, amunicji i żywności, niezbędnych do przeprowadzenia operacji zaczepnej. Wiele do życzenia pozostawiała również sprawa komunikacji - wskutek zniszczenia mostu Union Mills linia kolejowa była tymczasowo bezużyteczna, a padający w następnych dniach deszcz zmienił piaszczyste drogi północnej Wirginii w błotniste bajora.

Także w Waszyngtonie prezydent Lincoln oczekiwał z niepokojem i w napięciu na wiadomości z frontu. Meldunki, które napływały, były sprzeczne, choć początkowo mówiły o sukcesach wojsk Unii. Podenerwowany prezydent, nie mogąc wysiedzieć w biurze telegraficznym Departamentu Wojny, około 17.00 udał się na swoją codzienną przejażdżkę powozem po ulicach stolicy.

Gdy powrócił z niej do Białego Domu, jego osobiści sekretarze przynieśli mu wiadomość od sekretarza stanu Sewarda: McDowell poniósł druzgocącą klęskę i jego oddziały cofają się w nieładzie do Waszyngtonu. Wstrząśnięty Lincoln, podobnie jak wielu innych mieszkańców Północy czekał teraz na dalsze informacje, by dowiedzieć się: co zdarzyło się nad Bull Run? W jakim stanie jest armia? Co grozi stolicy? Gdzie są rebelianci?

W nocy do Waszyngtonu dotarli pierwsi uciekinierzy. W strugach padającego deszczu żołnierze z rozbitych pułków - zazwyczaj pojedynczy lub w małych grupkach, rzadziej w większych - przekraczali most Long Bridge. Gdy nad miastem wstawał nowy dzień, zdezorganizowane oddziały Unii były już z powrotem nad Potomakiem. Większość armii nie była jednak tymczasowo zdolna do jakichkolwiek działań. Potwornie zmęczeni marszem, walką i odwrotem żołnierze, mimo siąpiącej nadal drobnej mżawki, kładli się na chodnikach lub pod drzewami i zasypiali. Waszyngtońskie szpitale zapełniły się rannymi. Atmosfera pełna była przygnębienia, graniczącego miejscami z paniką.

W tej sytuacji niektórym puszczały nerwy. "Udałem się do miasta i gdy mijałem Pennsylvania Avenue, zobaczyłem grupę rebelianckich jeńców (...), eskortowanych przez oddział kawalerii. Nagle zostali oni zaatakowani przez grupę żuawów którzy, obrzucając ich kawałkami cegieł i kamieniami, krzyczeli, że ich zabiją. Kawalerzyści robili wszystko, co w ich mocy, aby chronić jeńców, ale wyglądało na to, że ulegną przemocy. W tym momencie kapitan Baird, wtedy pracownik sztabu generalnego, a późniejszy generał, przybiegł z Hotelu Willarda i użył w bardzo energiczny sposób swojego autorytetu, aby uratować jeńców przed wściekłymi żuawami." (1)

Żołnierze federalni, którzy dostali się do niewoli konfederackiej mieli więcej szczęścia, jeżeli chodzi o traktowanie. Ranni zostali opatrzeni i umieszczeni w lazaretach. Pozostałych przetransportowano wkrótce do Richmond, gdzie w zamienionych na obóz jeniecki koszarach spędzili jesień 1861 i zimę 1861/1862 roku. Ponieważ na początku wojny obie strony przestrzegały jeszcze zwyczajowych reguł postępowania, po tym czasie zostali oni w większości wymienieni na Konfederatów, którzy wpadli w ręce wojsk Unii wiosną 1862 roku.

Mieszkańcy Manassas i okolicy, którzy w znacznej części opuścili swoje domostwa w obawie przed walkami, kilka dni po bitwie zaczęli powracać. "Zadeptana trawa zaczęła znowu odrastać, dzikie kwiaty kwitły wokół świeżo wykopanych grobów (...) Płoty w całej okolicy były poprzewracane, poszycie leśne podziurawione pociskami, a ziemia zasłana zakrwawionymi kocami i trupami koni".

Wysokie straty po obu stronach były wstrząsającym zaskoczeniem dla Amerykanów, tak z Północy, jak i z Południa. Jeszcze w tydzień po 21 lipca jeden z żołnierzy konfederackich, zwiedzających miejsca zmagań, w liście do matki napisał, że "na ziemi leżały ciała poległych, poczerniałe od palącego słońca, a końska padlina wydzielała ohydny zapach. W naszej wędrówce przez pole pierwszym widokiem, który zwrócił naszą uwagę była zbiorowa mogiła, w której pochowano piętnastu żołnierzy z Karoliny Południowej. Następnie znaleźliśmy Jankesa, którego przysypano cienką warstwa piasku. Jedna z jego dłoni wystawała (...) Następny szczegół, który zauważyłem, to wystająca spod piasku głowa i przerażająco wyszczerzone białe zęby. Skórę jego twarzy wyjadało robactwo (...) W całej okolicy, w każdym domu leżą ranni. Mam nadzieję, że niedługo zostanie zawarty pokój." (2)

 

Straty i następstwa

W porównaniu z pierwszymi starciami wojny, straty Północy i Południa w zamykającej ten okres bitwie nad Bull Run były rzeczywiście znaczne. Choć następne walki miały być znacznie bardziej krwawe, to przy porównaniu trzeba brać pod uwagę fakt, że z około 60 tysięcy ludzi po obu stronach (28.500 Federalnych i prawie 32.000 Konfederatów), w aktywny sposób w walce brało udział z każdej strony po 18 tysięcy - razem 36 tysięcy.

Straty Unii wyniosły około 625 żołnierzy zabitych i zmarłych od ran oraz 950 rannych. Ponadto ponad 1200 Jankesów trafiło do niewoli. Stanowiło to w sumie 10% żołnierzy, których McDowell miał na początku bitwy.

Konfederaci mieli blisko 625 poległych (z czego około 400 na polu bitwy - pozostali zmarli z ran) i prawie 1500 rannych. Straty Konfederatów sięgnęły więc niemal 7% ich stanu wyjściowego.

W ich ręce dostało się za to 27 dział, a także wiele innego rodzaju uzbrojenia i wyposażenia.

Nie liczby były tu jednak najważniejsze. Po miesiącach przygotowań obu stron w jeden niedzielny letni dzień zapadło rozstrzygnięcie o daleko idących konsekwencjach. Południe wybuchło entuzjazmem z okazji zwycięstwa, zapewniającego mu, jak powszechnie uważano, niepodległość.

Konfederaccy żołnierze uważali, że dowiedli swojej wyższości nad Jankesami. Zapominali przy tym, że pod Manassas toczyli bitwę obronną, a więc łatwiejszą dla niedoświadczonych żołnierzy niż akcja zaczepna, że siły były wyrównane, i że armia Unii była również o krok od zwycięstwa. Federalnym zabrakło po prostu dwóch rzeczy - szczęścia i zdolnych dowódców.

 

106_107m

W rzeczywistości dla Południa zwycięstwo to było ważne - małym kosztem umożliwiało przygotowanie się do następnych zmagań poprzez spokojną rozbudowę armii i jej zaplecza - ale nie decydujące.

Dla Północy natomiast klęska nad Bull Run była potężnym wstrząsem. Jak bańka mydlana prysnęło przekonanie o możliwości szybkiego zakończenia wojny. Pierwsze reakcje północnej prasy pełne były przygnębienia i pesymizmu. "Na każdej twarzy rysuje się wyraz ponurej, czarnej rozpaczy (...)" - pisał wpływowy nowojorski redaktor i właściciel gazety Horace Greeley w liście do Lincolna i dodawał: "jeżeli zawarcie pokoju z rebeliantami, na ich warunkach, byłoby najlepszym rozwiązaniem dla kraju i dla ludzkości, to powinniśmy poważnie rozważyć, czy nie moglibyśmy nawet się na to zgodzić." (3)

Lincoln był jednak daleki od tego typu rozważań. Już w dzień po Bull Run wydał proklamację, wzywającą do zaciągu 500 tysięcy ochotników, tym razem na trzy lata. Zaledwie trzy dni później kolejna proklamacja wzywała do ratowania Unii następne pół miliona żołnierzy. Podobne stanowisko zajął także Kongres, który dla zdobycia odpowiednich środków na potrzeby wojny, po raz pierwszy w historii kraju wprowadził powszechny podatek dochodowy.

Liczebność wojsk federalnych zaczęła szybko rosnąć. Nowe oddziały niemal każdego dnia przybywały do Waszyngtonu. Na ich czele, w miejsce generała McDowella, prezydent Lincoln postawił młodego, 35-letniego generała George'a B. McClellana, opromienionego sławą wyzwoliciela Zachodniej Wirginii. Zaraz po swoim przybyciu energicznie zabrał się on za organizację i szkolenie podległych mu wojsk.

Po krwawym lecie 1861 roku tak dla Północy, jak i dla Południa wojna ze wszystkimi jej okropnościami dopiero się rozpoczynała.

 

Część piata jest ostatnim rozdziałem książki Ireneusza Friede poświęconej bitwie pod Manassas w lipcu 1861.

Część szóstą postaram się sam napisać w styczniu 2012 w ramach zamknięcia cyklu artykułów, a poświęcona będziie National Battlefield Park w Manassas. Innym słowem jak pole bitwy wygląda dzisiaj, co się na nim dzieje i jakie atrakcje czekaja na odwiedzających.

Smednir

 

Bibliografia:

1. Bull Run, s. 216-219, rękopis, John C. Tidball Papers ... .
2. Battles and Leaders..., t. 1, s. 163-165; L.E.L. Battle, Forget-me-nots of the Civil War,St. Louis 1909. s. 46-47.
3. J.M. McPherson, Battle Cry of Freedom..., s. 347.