Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Articles Bitwy i Kampanie Bitwa pod Manassas (Bull Run), 21 lipca 1861r. - Część III.

Bitwa pod Manassas (Bull Run), 21 lipca 1861r. - Część III.

There are no translations available.

autor: Ireneusz Friede

Kopia_67312_bull_run_lgmPrzed bitwą

Dowódca wojsk Unii, generał McDowell nic o tych wzmocnieniach nie wiedział. Miał on zresztą w tym czasie i bez tego dość zajęcia. Do jego sztabu w Centreville, jak i do podległych mu jednostek zjeżdżali bowiem liczni politycy i kongresmani z Waszyngtonu, ciekawi rozwoju wydarzeń, lub po prostu chcący spotkać się i porozmawiać ze swoimi wyborcami w mundurach. O wiele wolniej natomiast napływało zaopatrzenie z tyłów. W konsekwencji przerwa w działaniach przedłużała się i jasne było, że wznowienie ich będzie możliwe nie wcześniej niż 21 lipca. Czas natomiast pracował na niekorzyść McDowella - w związku z upływającym trzymiesięcznym okresem służby tuż przed walną batalią musiał odesłać do domu 4 pułk z Pensylwanii i jedną z ochotniczych baterii artylerii. Za kilka dni miały do nich dołączyć następne oddziały.

Aby do tego nie dopuścić konieczne było przeprowadzenie jakiejś rozstrzygającej akcji ofensywnej. W tym celu 19 i 20 lipca kawaleria federalna prowadziła intensywne rozpoznanie terenu. Poniżej Kamiennego Mostu zwiadowcy odkryli kilka miejsc, w których możliwa była przeprawa zarówno piechoty, jak i armat. Co więcej, brody te, nazywane Sudley Fords, gdyż znajdowały się koło wioski o nazwie Sudley Springs, nie były przez nikogo strzeżone.

Gdy wiadomość o tym odkryciu dotarła do generała McDowella, zestawił on ją z doświadczeniami "rozpoznania bojem", przeprowadzonego 18 lipca przez brygadę Richardsona. W sporządzonym po walce raporcie donosił on bowiem o rebelianckich umocnieniach (których tam w rzeczywistości nie było). Wszystko wobec tego wskazywało na to, że powtórny frontalny atak na tym odcinku zakończyć się musi niepowodzeniem. Wyjściem z sytuacji mógł być natomiast manewr oskrzydlający. Nad opracowaniem takiego właśnie wariantu rozegrania bitwy skupił się generał McDowell.

Plan, który został sporządzony przez jego sztab, zakładał wydzielenie ze składu armii dwóch kolumn. Pierwsza z nich miała pozorować główne uderzenie na pozycje przeciwnika w rejonie Kamiennego Mostu i w ten sposób związać Konfederatów. Do wykonania tego zadania wyznaczona została dywizja generała Tylera, która miała wyruszyć spod Centreville jako pierwsza. Przedtem została ona jednak pomniejszona o brygadę pułkownika Richardsona, która nie doszła jeszcze w pełni do siebie po starciu przy Blackburn's Ford i z tego powodu miała pozostać w odwodzie.

Główną część operacji przeprowadzić miały dywizje pułkowników Huntera i Heintzelmana. Podążając początkowo za dywizją Tylera, mniej więcej w połowie drogi między Centreville a mostem na Bull Run powinny one skręcić w prawo. Korzystając z leśnej drogi i przewodnictwa rozstawionych na niej patroli kawalerii miały do godziny 7.00 rano 21 lipca sforsować rzekę i rozwinąć się na drugim jej brzegu.

Z tego miejsca wykonałyby uderzenie na skrzydło i tyły oddziałów konfederackich rozmieszczonych w poprzek Warrenton Turnpike. Gdyby to działanie odniosło zamierzony efekt, drogą tą do akcji mogłyby wkroczyć oddziały dywizji Tylera. Po połączeniu się z kolumną oskrzydlającą, natarcie byłoby kontynuowane wspólnymi siłami , zachodząc z flanki i spychając brygady konfederackie jedna po drugiej. Wywołane w ten sposób zamieszanie doprowadziłoby w końcu do zniszczenia, jeśli nie całej armii generała Beauregarda, to przynajmniej jej lewego skrzydła.

Przekonany o przewadze liczebnej własnych wojsk McDowell zrezygnował z wykorzystania w bitwie wszystkich swoich oddziałów. W walce użyta miała być jeszcze tylko dywizja pułkownika Milesa, wsparta brygadą Richardsona. Jej rola ograniczać się miała jednak wyłącznie do obserwacji ruchów przeciwnika pomiędzy Union MillsaMitchell's Ford.

Ostatnia z wielkich jednostek - dywizja generała Runyona - ponieważ złożona głównie z milicji, uznanej za niepełnowartościową, w ogóle nie otrzymała rozkazu skierowania się nawet w pobliże pola bitwy. Obozowiska jej pułków znajdowały się w odległości prawie 10 kilometrów na północ od Centreville. W efekcie takiego ustawienia wojsk Unii, ubytków podczas marszu po 16 lipca, strat bojowych poniesionych 18 lipca, jak i odesłania na północ oddziałów, którym kończył się właśnie trzymiesięczny termin służby, generał McDowell rankiem 21 lipca dysponował w sumie około 28.500 żołnierzami.

W tym samym czasie, gdy wojska Unii ulegały osłabieniu, Konfederaci otrzymywali kolejne posiłki. Oprócz armii Johnstona 20 lipca dołączyła także, po forsownym marszu, brygada generała Holmesa. Przyprowadził on znad Aquia Creek całą swoją artylerię - 6 dział, a także dwa pułki piechoty. Razem pod jego komendą znajdowało się 1265 żołnierzy. Poza tym w ostatniej chwili, już w trakcie trwającej następnego dnia bitwy, z Richmond przybyły kolejne, niewielkie oddziały piechoty. Podnosiło to łączną liczebność sił konfederackich do ponad 32 tysięcy ludzi.

images

Gen. Theophilus H. Holmes

Mając pewność, że zostanie wzmocniony, generał Beauregard również postanowił zaatakować i, tak samo jak jego przeciwnik, uczynić to na swoim prawym skrzydle. Na tym jednak podobieństwa w gruncie rzeczy się kończyły. Plan Beauregarda nie zakładał jakiegoś finezyjnego manewrowania czy próby dokonania głębokiego obejścia. Cztery prawoskrzydłowe brygady konfederackie miały po prostu przekroczyć rzekę i ruszyć naprzód. Za ich przykładem miały podążyć następne oddziały. Głównym czynnikiem decydującym o powodzeniu całego natarcia miała być koncentracja sił na wybranych odcinkach i szybkość podejmowania zdecydowanych działań. W tym tkwiła jednak zarazem słabość tego planu.

Wojska Południa zgromadzone nad Bull Run należały bowiem w gruncie rzeczy do dwóch (a jeśli liczyć brygadę Holmesa osobno, to do trzech) różnych zgrupowań operacyjnych, które nigdy dotąd ze sobą nie współdziałały. Problemem było nawet ustalenie, kto ma dowodzić połączonymi siłami obu armii. Co prawda liczniejsza z nich podlegała rozkazom generała Beauregarda i to on był lepiej zaznajomiony z terenem, jednak generał Johnston był starszy stopniem. W końcu obydwaj dowódcy rozstrzygnęli sprawę kompromisowo. Generał Johnston zgodził się sprawować formalnie dowództwo, choć faktyczne planowanie i kierownictwo operacji nadal pozostawać miało w ręku jego młodszego towarzysza.

Wkrótce miało się okazać, że nie było to najszczęśliwsze rozwiązanie. Głównym tego powodem był sztab generała Beauregarda. Wielu oficerów swój przydział do niego zawdzięczało różnym koneksjom politycznym lub towarzyskim. Ich kompetencje nie były jednak właściwe do tak odpowiedzialnej pracy. W konsekwencji rozkazy, które zostały sporządzone w nocy z 20 na 21 lipca pełne były nielogicznych sprzeczności, chaotyczne i przesadnie skomplikowane (1). Niektóre z nich nie zostały dostarczone na czas, inne w ogóle nie dotarły do adresatów. Rezultat był zaś taki, że z czterech brygad wyznaczonych do rozpoczęcia rankiem działań zaczepnych, wyruszyły tylko dwie - Longstreeta i Jonesa. Ich działanie nie tylko nie wyrządziło większych szkód stronie federalnej, ale spowodowało jeszcze na dodatek spore zamieszanie w szeregach Konfederatów. Zanim to wszakże nastąpiło, bitwa rozpoczęła się w zupełnie innym czasie i miejscu.

Na szczęście dla Południowców zamieszanie po stronie Unii było niewiele mniejsze. Ruch sił federalnych zgodnie z planem miał zacząć się około 2.30 w nocy, już 21 lipca. Dywizja Tylera zbierała się jednak bardzo powoli, tak że ruszyła godzinę później. Co gorsza podążające za nią dywizje Huntera i Heintzelmana, maszerując w nocnych ciemnościach po zalesionym terenie miały spore kłopoty z zachowaniem właściwego kierunku. Niektóre oddziały po drodze pobłądziły, wydłużając sobie trasę z 9 do nawet 15 kilometrów.

W następstwie tego nocnego marszu, pierwsi żołnierze federalni dotarli w rejon Sudley Springs nie o godzinie 7.00, jak to planowano, ale dopiero o 9.30. Jednak, choć obie dywizje nie zjawiły się ani na czas, ani od razu w komplecie, drugi brzeg Bull Run rzeczywiście wyglądał na wolny od przeciwnika.
Bitwa pod Manassas - 21 lipca 1861

646px-First_Bull_Run_July21_1600m

 

Natarcie federalne

Około 6.00 rano oddziały dywizji generała Tylera zajęły pozycje na wzgórzach, niecały kilometr od Bull Run. Wkrótce najcięższe posiadane przez nie działo, 30-funtowy gwintowany parrot z baterii porucznika Johna Edwardsa, oddało pierwszy strzał w tej bitwie. Dołączyły do niego także następne armaty mniejszego kalibru, jednak z uwagi na dość znaczny dystans, a także na ograniczającą widoczność poranną mgłę, zalegająca na dnie doliny, ich ogień nie był skuteczny.

Cztery działa konfederackie po drugiej stronie rzeki milczały, gdyż dowodzący obroną w rejonie Kamiennego Mostu pułkownik Nathan G. Evans nie chciał zdradzać ich pozycji przed rozpoczęciem ataku federalnej piechoty.

Mijały jednak kolejne minuty, wydłużając się w kwadranse i godziny, a ten nie następował. Sytuacja ta drażniła pułkownika Evansa, którego znano z zachowań, delikatnie mówiąc, niekonwencjonalnych. Był to człowiek z natury gwałtowny i niecierpliwy - w stosunku do podwładnych często opryskliwy, a wobec przełożonych niesubordynowany. Zapewne miało związek z jego pociągiem do alkoholu - mawiano o nim złośliwie, że jego śladem wszędzie podąża pruski ordynans z beczką whisky na plecach. Teraz niecierpliwy Evans zaczął podejrzewać, że skierowana przeciwko niemu kanonada jest tylko działaniem pozorowanym, mającym odwrócić jego uwagę.

Z tego powodu wysłał w stronę Sudley Springs rozpoznanie w postaci kompanii kawalerii kapitana Terry'ego. Krótko przed 9.00 zameldował się on z powrotem z wiadomością potwierdzającą przeczucia jego przełożonego: nad drogą prowadzącą do rzeki kawalerzyści dostrzegli obłok kurzu, świadczący o marszu dużej kolumny przeciwnika.

pg72m

Nathan G. Evans

Pułkownik Evans niezwłocznie zareagował na to zagrożenie. Ze swoich szczupłych sił na miejscu pozostawił cztery kompanie 4 pułku z Karoliny Południowej i dwa działa. Pozostałe oddziały - sześć kompanii Karolińczyków pod dowództwem pułkownika Sloane'a, pięć kompanii luizjańskiego 1 specjalnego batalionu piechoty majora Wheata i sekcja dwóch haubic - pospiesznie pomaszerowały półtora kilometra dalej w górę rzeki.

Tutaj konfederaci na zboczach porośniętego lasem wzniesienia, obok którego przebiegała piaszczysta droga z Sudley Springs i za którym płynął niezbyt głęboki strumień Young's Branch, sformowali główną linię obrony. Na obu jej skrzydłach stanowiska zajęły haubice, a ubezpieczała ją tyraliera żołnierzy z Luizjany, wysunięta na odkryte przedpole, rozciągające się aż do odległego o kilkaset metrów następnego lasu.

Nieświadome obecności w tym miejscu przeciwnika czołowe oddziały kolumny oskrzydlającej rozpoczęły przeprawę przez Bull Run około godziny 9.30. Na czele wojsk Unii szła brygada pułkownika Ambrose'a E. Burnside'a z dywizji Hunterea, złożona z żołnierzy pochodzących z różnych stanów Nowej Anglii. Jej marsz poprzedzała tyraliera 2 pułku z Rhode Island, która o 9.45 natknęła się na konfederackie ubezpieczenia. Obie strony zaczęły się nawzajem ostrzeliwać, rozpoczynając pierwsze tego dnia starcie jednostek piechoty.

Zaniepokojony odgłosem strzałów na czoło federalnej kolumny pogalopował sam dowódca dywizji, pułkownik Hunter. Podążając tuż za tyralierą ochotników z Rhode Island, osobiście kierował ich działaniami, efektem których stało się spędzenie Konfederatów z przedpola. Ponieważ jednak Hunter dosiadając konia, stanowił wyraźny cel, już w kilka minut po rozpoczęciu walki został poważnie ranny. Chwilę później załamało się także natarcie 2 pułku z Rhode Island, powitanego morderczą salwą kul i kartaczy, wystrzelonych z bliskiej odległości przez ukrytych na skraju lasu strzelców z 4 pułku z Karoliny Południowej i obsługę obu haubic.

Zmieszani żołnierze Unii w popłochu cofnęli się do tyłu, a przedpole znowu zajęli podwładni majora Wheata. Swoim ogniem skutecznie utrudniali oni rozwinięcie szyków przez pozostałe pułki z brygady Burnside'a. Gdy jednak wsparła ją także kolejna brygada z tej samej dywizji pod dowództwem pułkownika Andrew Portera, mająca w swoim składzie silny oddział regularnej piechoty, po krótkiej, ale zaciętej walce przewaga liczebna federalnych wzięła w końcu górę. Major Wheat padł z przestrzelonymi płucami, a jego batalion poszedł w rozsypkę.

Mimo to wysiłek żołnierzy z Luizjany nie był daremny, chociaż w tym, co się w jego efekcie wydarzyło, więcej było w gruncie rzeczy przypadku niż tylko ich zasług. Już bowiem od wczesnych godzin rannych do sztabu generała Beauregarda nadchodziły raporty o pojawiających się przed frontem wojsk konfederackich silnych oddziałach Unii.

Jeden z tych meldunków skłonił go około godziny 7.00 do skierowania przybyłych w nocy brygad Bartowa, Bee i Jacksona z armii generała Johnstona, a także niewielkiego Legionu Hamptona, który dopiero co przybył z Richmond, w pobliże centrum i lewego skrzydła wojsk konfederackich. Tam miały one pozostać jako rezerwa, gotowa w każdej chwili do wejścia do walki. Inne tymczasem meldunki - z brygad Bonhama, Jonesa i Longstreeta - stwierdzały obecność przeciwnika także przed ich frontem.

W tej sytuacji generał Beauregard nadal zajęty był planowaniem akcji zaczepnej przy użyciu swojego prawego skrzydła. Początkowo nie zmieniła tego stanu rzeczy nawet otrzymana około godziny 9.00 wiadomość z posterunku obserwacyjnego, znajdującego się przy domu Lewisa, położonym na tyłach centrum konfederackich pozycji.

Oficerem sygnalizacyjnym był tego dnia kapitan Edward P. Alexander. Ze swojego stanowiska dostrzegł on manewr wojsk federalnych poza skrajem lewego skrzydła połączonych armii konfederackich. Generał Beauregard, nie wiedząc, jak duże siły wroga przemieszczają się w tamtym kierunku, postanowił wysłać tam posiłki w postaci znajdujących się najbliżej oddziałów rezerwowych. Pierwszym, który wyruszył, była brygada generała Barnarda E. Bee. Ponieważ składała się ona tylko z dwóch pełnych pułków (trzeci reprezentowany był tylko przez dwie kompanie, a czwarty dopiero znajdował się w transporcie), pod jego rozkazami znalazła się także niewielka, dwu-pułkowa brygada pułkownika Bartowa. Połączone siły obu brygad, wsparte czterema działami baterii kapitana Imbodena około godziny 10.30 dotarły w rejon rozległego płaskowzgórza, górującego nad drogą z Centreville do Warrenton. Z uwagi na stojący na nim dom należący do rodziny Henry'ego, nazywane było ono Wzgórzem Henry'ego (Henry House Hill).

 

first-manassas-july-21-7m

 

Teren ten, rozciągający się od zabudowań domu Henry'ego, stojącego w pobliżu skrzyżowania szosy Warrenton Turnpikezdrogą Sudley Springs - Manassas, do znajdującego się bliżej Kamiennego Mostu domu Robinsona, był nierówny, pofałdowany i w kilku miejscach zadrzewiony. Z uwagi na te cechy, jak i jego położenie, wydawał się on generałowi Bee dobrą pozycją obronną. Ledwo co zdążył wszakże wyznaczyć stanowiska swojej artylerii i zaczął rozglądać się, gdzie rozmieścić piechotę, przybył do niego osobiście pułkownik Evans z prośbą o natychmiastowe wsparcie jego silnie naciskanego oddziału.

Generał Bee zawahał się, gdyż płaskowzgórze było jego zdaniem łatwiejsze do obrony. Po krótkiej chwili jednak dał się przekonać co do konieczności związania wojsk federalnych na bardziej wysuniętej do przodu rubieży. Dawało to nie tylko więcej czasu na podciągnięcie i rozwinięcie kolejnych konfederackich posiłków, ale także w dalszym ciągu uniemożliwiało przekroczenie Bull Run przez znajdującą się za Kamiennym Mostem dywizję Tylera.

Brygada Bee ruszyła więc ponownie naprzód, w ostatniej niemal chwili wzmacniając i przedłużając ugrupowanie sił Evansa. Unioniści bowiem, rozgrzani sukcesem w postaci rozbicia 1 batalionu z Luizjany rozpoczęli właśnie kolejny atak. Świeże oddziały konfederackie powstrzymały go i przez następne pół godziny pomiędzy liniami przeciwników rozgorzała zacięta walka ogniowa. Pięć pułków konfederackich i ich wsparcie, w sumie około 4500 żołnierzy, starało się powstrzymać w ten sposób całą, liczącą 10 tysięcy ludzi kolumnę federalną. Dysproporcja sił z góry jednak przesądzała wynik tej walki. Obie brygady dywizji Huntera, którą w zastępstwie rannego generała dowodził teraz pułkownik Porter, przy pomocy jeszcze jednego z pułków z dywizji Heintzelmana, kilkanaście minut po godzinie 11.00 przełamały wreszcie konfederacką obronę.

Przemieszane oddziały Bee, Bartowa i Evansa, naciskane i ostrzeliwane przez Jankesów, powoli wycofywały się w stronę drogi Warrenton Turnpike. Szczególnie ciężkie straty podczas walki i odwrotu poniósł - wchodzący w skład brygady generała Bee - 4 pułk z Alabamy, który stracił prawie wszystkich oficerów. W znacznym stopniu było to "zasługą" federalnej artylerii, której dwie silne baterie - kapitana Rickettsa i kapitana Griffina - dysponujące razem dwunastoma ciężkimi działami, posuwały się tuż za federalną piechotą.

Atak tej ostatniej stracił jednak swój początkowy impet, zwłaszcza gdy do walki wkroczył świeżo przybyły Legion Hamptona, a także odezwały się działa baterii kapitana Imbodena pozostawione przez generała Bee koło domu Henry'ego. Ich akcja umożliwiła konfederatom oderwanie się od przeciwnika. W tym samym czasie na środku płaskowzgórzu pojawiła się wirginijska brygada generała Jacksona, awansowanego na ten stopień zaledwie dzień wcześniej. Jej oddziały rozpoczęły formowanie szyków obronnych na skraju niewielkiego lasu, na lewo od domu Robinsona, ściągając na siebie część ognia dział federalnych.
106_107m

 

Oddziały Unii również mocno ucierpiały w porannych starciach. Jako jeden z pierwszych zauważył to generał McDowell, który pojawił się na polu bitwy tuż po tym, jak upadła wysunięta pozycja Konfederatów przed Young's Branch (jeden z dopływów rzeki Bull Run – Smednir). Wraz z nim przybyły pozostałe elementy dywizji Heintzelmana - brygada pułkownika Wilcoxa i brygada pułkownika Howarda.

Niemal natychmiast do głównodowodzącego zgłosił się pułkownik Burnside. Prosił on o pozwolenie na tymczasowe wycofanie jego poszarpanej i wykrwawionej brygady w celu uzupełnienia amunicji i krótkiego odpoczynku. Generał McDowell wyraził na to zgodę, nie wiedząc jeszcze, że w wyniku tej decyzji jednostka ta nie tylko pozostanie na tyłach przez następnych kilka godzin, ale w konsekwencji w ogóle nie weźmie już tego dnia udziału w walkach.

Nie mniej jednak dotychczasowe działania kolumny oskrzydlającej wydawały się przynosić sukces. Znalazło to odbicie w pospiesznie skreślonym przez generała McDowella raporcie, w którym donosił swoim przełożonym w Waszyngtonie o zwycięstwie. Teraz trzeba było jeszcze tylko to powodzenie rozwinąć.

W tym celu do generała Tylera niezwłocznie wysłany został goniec z rozkazem zaatakowania Konfederatów koło Kamiennego Mostu. Po ich odrzuceniu oddziały jego dywizji miały dołączyć do pozostałych sił, walczących już za rzeką, zmienić front o 90 stopni w lewo i wraz z nimi nacierać dalej. Generał McDowell wiedział, że wykonanie powyższego zajmie nieco czasu, dlatego chwilowo wstrzymał natarcie. Większość federalnych brygad wykorzystywała tę krótką pauzę na uporządkowanie szeregów i zajęcie stanowisk przed kolejnym atakiem.

Nie oznaczało to bynajmniej, że przed ich frontem panował spokój. Przy drodze do Warrenton tyraliery żołnierzy Unii ścierały się bowiem z podkomendnymi pułkownika Hamptona. Nad ich głowami trwał zaś intensywny pojedynek artyleryjski. Po stronie Unii główną w nim rolę odgrywały wspomniane baterie Rickettsa i Griffina, a po stronie Konfederacji bateria Imbodena. Po odwrocie piechoty znalazła się ona nieoczekiwanie na wysuniętej do przodu pozycji.

Kapitan Imboden mógł wycofać się z niej po otrzymaniu od gen. Bee stosownego rozkazu, ten jednak nie nadchodził (dopiero później okazało się, że wiozący go oficer sztabowy, major Howard, został po drodze ranny). W tej sytuacji jego cztery 6-funtówki nadal prowadziły ostrzał wojsk federalnych. Zadanie to ułatwiało znajdujące się kilkanaście metrów przed ich stanowiskami wybrzuszenie terenu. Po każdym strzale odrzut działa sprawiał, że ładujący je kanonierzy byli niemal niewidoczni dla przeciwnika. Wkrótce jednak Jankesi wycelowali w to miejsce także co najmniej dwie swoje haubice. Pociski, wystrzeliwane przez nie pod znacznym kątem, zaczęły padać niebezpiecznie blisko, powodując, że "po bitwie ziemia wyglądała jak rozgrzebana przez świnie na wybiegu." Jeszcze bardziej groźnym efektem ostrzału były straty wśród kanonierów, a także koni, z których ponad połowa w krótkim czasie padła zabita lub ranna.

Po 45 minutach od otwarcia ognia, podejmując tę decyzję na własną odpowiedzialność, kapitan Imboden postanowił wreszcie wycofać się. Był to ku temu czas najwyższy, ponieważ z boku jego pozycji zaczęły pojawiać się niewielkie grupki żołnierzy federalnych. Odwrót baterii przebiegał obok domu Henry'ego, który częściowo osłonił ją przed ogniem przeciwnika. Mimo to, jak wspominał po walce Imboden, "ciężki pocisk (...) przebił się przez dom, rozsypując wokół nas kamienie, odłamki desek i drzazgi. Celny strzał (...) złamał oś jednego z dział, rzucając je na ziemię, ale udało nam się uratować zaprzęg. Nacierająca piechota zdążyła zająć szczyt wzgórza koło domu Henry'ego na tyle szybko, by oddać salwę; nie wyrządziła ona nam jednak poważniejszych szkód." (2) Mocno zmęczona całonocnym marszem i przetrzebiona starciem bateria nie miała jednak od razu zaznać wytchnienia. Zaledwie kilka minut po opuszczenia stanowisk kapitan Imboden spotkał generała Jacksona, który z miejsca "wcielił" jego pododdział do swojej brygady.

Pociski, które tak szczęśliwie ominęły kanonierów Imbodena, zebrały tymczasem krwawe żniwo w domu Henry'ego. Zamieszkany był on przez rodzinę pani Judith Henry, która z uwagi na podeszły wiek i chorobę nie opuściła go przed rozpoczęciem walk. W trakcie bitwy rodzina wyniosła ją wraz łóżkiem w pobliże drogi z Sudley, ale padające w pobliżu pociski skłoniły mieszkańców do powrotu do budynku. Wkrótce dom ten stał się celem ognia artylerii obu stron, w następstwie którego uległ on znacznemu zniszczeniu. W trakcie tych wydarzeń pani Henry została śmiertelnie ranna. Była to jedna z nielicznych tego dnia ofiara wśród cywilów, większość bowiem okolicznych mieszkańców wyjechała uprzednio na południe.

Battlefield-Bull-Run-001

Widok na pole bitwy

Kanonada na lewym skrzydle zwróciła uwagę najpierw generała Johnstona, a potem także generała Beauregarda. Ten drugi porzucił w końcu myśl o ataku przy użyciu brygad ze swojej prawej flanki i podjął decyzję o przerzuceniu wszystkich możliwych rezerw w stronę płaskowzgórza. Zaraz potem obaj generałowie pogalopowali pospiesznie w tamten sektor pola bitwy. Gdy przybyli na miejsce było krótko po godzinie 12.00.

Widok, jaki ukazał się ich oczom, nie był zbyt budujący. Jak to zapamiętał generał Beauregard: "(...) Brygada Bee cofała się w nieładzie poza wzgórze, wznoszące się za Kamiennym Mostem. Żołnierze skręcali w płytki wąwóz pomiędzy podstawą wzgórza a mostem, prowadzący ich w górę, w kierunku miejsca na szczycie, gdzie na skraju lasu swoją brygadę ustawił generał Jackson. Dowódcy starali się powstrzymywać dalszy odwrót rozbitych oddziałów, ale ich usiłowania przywrócenia porządku były równie daremne, co nasze. Każdy odcinek linii, który udało się nam sformować, rozpadał się, zanim został sformowany następny. Każdy z ponad dwóch tysięcy ludzi wokół nas krzyczał coś do swojego sąsiada, a ich głosy mieszały się z hukiem pocisków przelatujących ponad ich głowami i wybuchającymi wśród drzew. Każde słowo komendy ginęło w tym zamieszaniu i zgiełku."

W tym właśnie momencie generał Bee użył słynnego potem wyrażenia, zwracając się do swoich podkomendnych: "Spójrzcie na brygadę Jacksona! Ona stoi jak kamienny mur (ang. stone-wall)! Sformujcie szyk za Wirginijczykami!" (3) Nie wiadomo, czy to ten właśnie okrzyk zadecydował, czy raczej energiczne działania generałów Johnstona i Beauregarda. Rozkazali oni chorążym poszczególnych pułków stanąć kilkadziesiąt kroków przed kłębiącą się masą żołnierzy i wysoko unieść sztandary. Dzięki temu przemieszane oddziały mogły odnaleźć swoich dowódców i ponownie sformować szyki. Panika w większości z nich wkrótce została opanowana i powoli zaczęły odzyskiwać zdolność bojową.

Uspokojony tym generał Beauregard po krótkiej dyskusji ustalił z generałem Johnstonem, że pierwszy z nich pozostanie na polu walki, a drugi jako starszy stopniem pojedzie na tyły i będzie nadzorował nadchodzenie posiłków. Najtrudniejsze było jednak nadal przed Konfederatami. Gdy rozbite brygady ciągle jeszcze się zbierały, a nowe - brygady Holmesa i Early'ego oraz dwa pułki z brygady Bonhama, pochodzące z rezerw konfederackiej Armii Potomaku - dopiero pospiesznie maszerowały na zagrożone skrzydło, natarcie wznowiły oddziały Unii.

Generał McDowell dysponował w tym momencie trzema brygadami w pierwszej linii: Portera z dywizji Huntera oraz Franklina i Wilcoxa z dywizji Heintzelmana, a także silną artylerią (pięć baterii). Za nimi jako rezerwa posuwała się świeża brygada pułkownika Howarda. Wraz z nią podążał sam głównodowodzący, który chciał w ten sposób zachować kontrolę nad rozwojem wypadków. Spodziewane było także rychłe przybycie kolejnych trzech brygad z dywizji Tylera.

W tej sytuacji atak federalny stosunkowo łatwo zajął północną część płaskowzgórza i wydawało się, że dalsze sukcesy są jedynie kwestią czasu. Północna piechota ruszyła więc naprzód w stronę skraju odległego o kilkaset metrów sosnowego zagajnika. Za jej plecami, obok domu Henry'ego, stanęły podciągnięte w międzyczasie ciężkie baterie Rickettsa i Griffina.

Nieoczekiwanie dla federalnych, ich uderzenie wpadło na "kamienny mur" brygady Jacksona. Aby uniknąć przedwczesnego wykrycia, a także strat od ognia artylerii, nieco na przekór słowom generała Bee, Jackson kazał swoim żołnierzom położyć się na ziemi. Teraz, gdy przed ich pozycjami pojawiły się szeregi wrogiej piechoty, Konfederaci powstali. Potężna salwa z bliskiej odległości zastopowała natarcie Jankesów.

Wzdłuż całej linii ponownie rozgorzał zacięty bój ogniowy, do którego przyłączyła się także artyleria obu stron. Przewagę federalną w tej ostatniej materii (24 działa - w tym wiele ciężkich - przeciw 8 lekkim) niwelowała mniejsza odległość armat konfederackich od wrogiej piechoty, co czyniło ich ogień o wiele bardziej skutecznym (4). Wkrótce do walki po stronie Południowców powróciły także oddziały brygad Bee i Bartowa. Również Legion Hamptona przemieścił się na skraj prawego skrzydła całego tego ugrupowania, osłaniając jego styk z brygadą Cooke'a.

Na Wzgórzu Henry'ego coraz bardziej widoczne było, że strona która pierwsza sprowadzi posiłki i przechyli w tych zmaganiach szalę na swoją korzyść, odniesie zwycięstwo w całej bitwie.

 

IM_A0023m

Jackson pod Manassas

 

Fragment artykułu pochodzi z "Secesja N&S" Nr 2/03/2005

 

Bibliografia:

1. “Battles and Leaders...,” t. 1, s. 240. Zgodnie z aktem Kongresu Konfederacji z 14 marca 1861 roku, każdy oficer miał zachować przez następne 6 miesięcy swój stopień z armii federalnej. On też miał decydować w tym okresie o starszeństwie poszczególnych dowódców nad innymi. Choć praktyka okazała się nieco inna, to zgodnie z nim powinna obowiązywać następująca hierarchia: 1. Joseph E. Johnston (w armii USA - gen. bryg.), 2. Samuel Cooper (płk), 3. Albert S. Johnston (płk, ale z krótszym stażem), 4. Robert E. Lee (ppłk), 5. Gustav P.T. Beauregard (mjr); OR,2:1, s. 487-491.

2. J.E. Johnston, “Narrative of Military Operations During the Late War Between the States”, Nowy Jork 1874, s. 46; “Battles and Leaders...”, t. 1, s. 233-234.

3. Tamże, s. 210. W ten właśnie sposób gen. Jackson zdobył sobie przydomek, pod którym przeszedł do amerykańskiej historii jako postać niemal legendarna. W miejscu tym zresztą w dniu dzisiejszym stoi jego okazały pomnik.

4. Johnston, “Narrative…”, s. 48; J.C. Wise, “The Long Arm of Lee. The History of the Artillery of the Army of Northern Virginia”, t.1: “Bull Run to Fredericksburg”, Lincoln 1991, s.132