Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Articles Bitwy i Kampanie Bitwa pod Manassas (Bull Run), 21 lipca 1861r. - Część II.

Bitwa pod Manassas (Bull Run), 21 lipca 1861r. - Część II.

There are no translations available.

autor: Ireneusz Friede

 

34029614m

Początek kampanii

Opracowany przez generała McDowella plan uderzenia w kierunku Manassas, którego główna część powstała w połowie czerwca, szacował liczebność sił przeciwnika na około 20 tysięcy żołnierzy. Możliwości ich wzmocnienia oceniane były na dalsze 10 tysięcy. Ponieważ jednak wojska te, oczekując na atak federalny, byłyby zapewne rozciągnięte w terenie i nierównomiernie skoncentrowane, McDowell sądził, że do pokonania ich wystarczy "30 tysięcy ludzi, z rezerwą 10 tysięcy." W razie napotkania liczniejszych sił przeciwnika uważał, że jego armia mogłaby zostać wsparta przez oddziały z garnizonu Waszyngtonu, albo przez przerzucenie z doliny Shenandoah armii generała Pattersona.

 

Na przełomie czerwca i lipca rozpoczęła się pod Alexandrią koncentracja przeznaczonych do przeprowadzenia planowanej operacji wojsk Unii. Generał McDowell podzielił je na pięć dywizji.

Najsilniejszą z nich 1-szą dywizją dowodził, uważany za kompetentnego i bojowego, generał Daniel Tyler. Pod jego rozkazami znalazły się cztery brygady wraz z silną artylerią (trzy baterie).

Dowódcą 2-ej dywizji, złożonej z dwóch brygad i ekwiwalentu dwóch baterii dział, był pułkownik David Hunter. Choć służył on w armii już prawie 40 lat, to po raz pierwszy miał dowodzić żołnierzami w walce. W skład jego jednostki wchodził za to najliczniejszy kontyngent żołnierzy regularnych, formalnie podporządkowano mu także nieliczną federalną kawalerię.

Nieco większa od 2-ej była 3-a dywizja, miała ona też znacznie bardziej doświadczonego przełożonego - pułkownika Samuela Heintzelmana. Ten weteran wojny z Meksykiem i walk z Indianami, wielokrotnie odznaczany za odwagę, miał pod swoją komendą trzy brygady, wsparte dwiema bateriami armat (w tym jedną ciężkich).

Najsłabsza w całej armii była 4-a dywizja generała Thedora Runyona, oficera milicji stanowej z New Jersey. Żołnierze z tego stanu tworzyli siedem z ośmiu jej pułków, nie zostały one jednak połączone w brygady, ani nie dysponowały własnym wsparciem artyleryjskim. W planach generała McDowella ten związek taktyczny stanowić miał rezerwę, którą w razie potrzeby można by porozdzielać pomiędzy pozostałe dywizje.

Ostatnią z nich według numeracji, była 5-a dywizja, złożona z dwóch brygad i dwóch baterii. Dowodził nią pułkownik Dixon S. Miles - doświadczony żołnierz, z trudem wszakże skrywający swoje kłopoty z nadużywaniem alkoholu. Podległe mu oddziały miały problemy innego rodzaju. Traktowane były bowiem przez niektórych przedstawicieli dowództwa i służb zaopatrzeniowych armii z pewnym dystansem. Związane to było z tym, że wiele z nich składało się z imigrantów - głównie Niemców z Nowego Jorku i Pensylwanii.

W połowie lipca gen. McDowell dysponował 35-tysięczną armią. Wielu jednak jego żołnierzy zaciągnęło się tylko na trzy miesiące, a termin ich odejścia ze służby przeważnie mijał wraz z końcem lipca. Z tego powodu dowództwo federalne chciało rozpocząć działania możliwie jak najszybciej.

Początkowo zamierzano wyruszyć już 8 lipca, ale z powodu kiepskiej organizacji pracy Departamentu Wojny okazało się to niemożliwe. Na miejsce koncentracji nie dotarły bowiem jeszcze wszystkie oddziały, szwankowało też zaopatrzenie - brakowało zwłaszcza koni i wozów taborowych.

W tym czasie Waszyngton i Alexandria bardziej przypominały wielki obóz militarny niż miasta. "Muzyka wojskowa wypełniała powietrze, wojna była tematem rozmów, gdziekolwiek ludzie się spotykali. Dniem i nocą słychać było maszerujących żołnierzy, zaś oficerowie sztabowi i ordynansi galopowali ulicami pomiędzy kwaterami generałów Scotta i McDowella."

„Stolica Pennsylvania Avenue pełna była oficerów z gwiazdkami i złotymi lampasami", jak zanotował jeden z szeregowców, "tak, że (...) trudno było tam przejść. Salutowanie oficerom, podniesienie dłoni do daszka czapki, wyciągnięcie ramienia niemal do pełnej jego długości, a potem opuszczenie wzdłuż boku było męczące, jeżeli występowało z częstotliwością niezbędną do oddania honorów całej tej hordzie." Mimo tej i innych niedogodności, nastroje w szeregach były znakomite. Przeważały opinie, że "rebelianci skapitulują, zanim w tym roku zacznie padać śnieg."

Wreszcie 16 lipca armia McDowella - z pewną dozą przesady nazywana przez dziennikarzy "Wielką Armią" - wyruszyła. Choć rozkaz wymarszu wydany został rano, wskutek braku doświadczenia żołnierzy i dowódców formowanie kolumn przez brygady i dywizje przeciągnęło się do popołudnia. Pomimo tego, "to był wspaniały widok. Różne pułki były wspaniale umundurowane, zgodnie z ostatnim w czasie pokoju krzykiem mody, a wyszywane jedwabiem sztandary powiewające w powietrzu były jeszcze nie ubrudzone i nie osmalone."(1)

Niektóre z wyruszających oddziałów wyglądały dość egzotycznie. O ile pułki z Pensylwanii i stanów Nowej Anglii ubrane były na charakterystyczny dla wojsk Unii niebieski kolor, to te z Wisconsin miały mundury szare, a z Minnesoty czarno-czerwone. Jeszcze jaskrawiej wyglądali żuawi - żołnierze lekkiej piechoty z Nowego Jorku, ubrani w szerokie czerwone spodnie i purpurowe koszule. Nic więc dziwnego, że w takim towarzystwie specjalnie nie wyróżniały się ani kilty, czyli tradycyjne kraciaste szkockie spódnice 69 pułku nowojorskiego, ani wysokie, czarne kapelusze z zatkniętymi na nich kolorowymi kogucimi piórami, znajdujące się na głowach włoskich strzelców z 39 pułku z Nowego Jorku.

Wygląd nie szedł jednak w parze z umiejętnościami. Dystans, który armia miała do pokonania, w następnych latach wojny weterani byli w stanie przebyć w ciągu jednego dnia. Nie przyzwyczajeni do marszów rekruci, brnący w kurzu piaszczystych traktów i w lipcowym upale, potrzebowali na to trzy razy więcej czasu.

Mimo wysiłków oficerów szwankowała dyscyplina, żołnierze bez pozwolenia lub rozkazu opuszczali kolumny w poszukiwaniu wody, w celu spożycia posiłku, a nawet by zrywać rosnące przy drodze jagody (2) Marsz opóźniały też zawały ze ściętych drzew, poczynione tam, gdzie to było możliwe przez Konfederatów.

Następnego dnia od wymarszu wojska Unii dotarły dopiero za Fairfax Court House, gdzie doszło do małej utarczki z pikietą Południowej kawalerii. W końcu, rankiem 18 lipca czołowe oddziały federalne wkroczyły do opuszczonego przez Konfederatów małego miasteczka Centreville, niespełna 10 kilometrów od Manassas.

Tutaj pojawił się kolejny problem. Wyruszając z Alexandrii żołnierze wzięli ze sobą racje żywnościowe tylko na trzy dni. Teraz w ich chlebakach pokazało się dno i konieczne było podciągnięcie wozów z prowiantem. Spowodowało to dalszą zwłokę, pozwalającą jednak gen. McDowellowi i jego podkomendnym na rozejrzenie się w terenie.

"Cały kraj wokół", jak zanotował jeden z oficerów, "jest pofałdowany i malowniczy, i w znacznym stopniu zalesiony. Niektóre z lasów są złożone z grubych drzew dużej wysokości, ale w większości są to opuszczone pola, porosłe nierównym sosnowym zagajnikiem. Gleba, naturalnie kiepska, została dodatkowo zniszczona przez wiele lat nieoszczędnego uprawiania. Pod tym względem to była typowa Stara Wirginia. Tu i tam, w odległych odstępach, znajdowały się rezydencje, które nosiły trochę oznak aspiracji, jakie mieli ich właściciele w dniach powodzenia. Przeważały jednak rozpadające się budynki farm, które w połączeniu z otaczającymi je polami, zarośniętymi przez dzikie kwiaty, sprawiały wrażenie, że cały ten kraj wraca do swoich początków." (3)

Dla dowódcy wojsk konfederackich, generała Beauregarda, ofensywa Jankesów nie stanowiła tajemnicy. To, że przeciwnik wyruszy nie ulegało wątpliwości. Siłę, w jakiej przybędzie, można było ustalić poprzez uważną lekturę północnej prasy, która często publikowała wiadomości takie, jak np. ilość zgromadzonych wozów sanitarnych lub dział. Pozwalało to konfederatom stosunkowo dokładnie oszacować liczebność wroga.

Niewiadomym było tylko początkowo, kiedy federalni ruszą na południe. Na początku wojny szef sztabu generała Beauregarda, pochodzący z Wirginii pułkownik Thomas Jordan, zorganizował w Waszyngtonie siatkę wywiadowczą. Na jej czele stała kobieta - Rose O'Neal Greenshow, która obracając się w tamtejszym towarzystwie miała wielu znajomych wśród wpływowych polityków i urzędników.

rose-sml

W pierwszych dniach lipca za pośrednictwem kuriera przesłała zaszyfrowany meldunek o prawdopodobnej dacie rozpoczęcia ofensywy. Według jej źródeł armia McDowella miała opuścić obozy i umocnienia pod Alexandrią 16 lipca. Ta wiadomość wymagała jednak potwierdzenia.

W tym celu do stolicy wysłany został nieznany do dziś z nazwiska konfederacki agent. Podając pani Greenshow ustalone wcześniej hasło i przedstawiając się jako Mr. Donellan, na podstawie jej kolejnych doniesień i własnych obserwacji, popołudniu 16 lipca sporządził kolejny meldunek: armia federalna wyruszyła!

Jeszcze tego samego dnia wieczorem znalazł się on na biurku generała Beauregarda, który zajmował kwaterę w małym piętrowym domku na przedmieściach Manassas, należącym do rodziny McLeanów (4)

Dysponując dość szczegółową wiedzą o zamiarach unionistów, opracował on śmiały plan. Jego armia - sześć i pół brygady, liczących razem około 22 tysięcy ludzi - miała wyruszyć naprzeciw zbliżającemu się przeciwnikowi i związać go do czoła. W tym czasie z doliny Shenandoah powinna, najkrótszą drogą - poprzez pasmo Blue Ridge, przybyć armia generała Johnstona i uderzyć na flankę i tyły wojsk federalnych.

Oczyma wyobraźni generał Beauregard widział już rozbicie ich w walnej bitwie, a następnie kolejno - pokonanie Pattersona pod Winchester, wyzwolenie zachodniej Wirginii, wkroczenie do Marylandu i zdobycie Waszyngtonu.

Naczelne dowództwo konfederackie, które zapoznało się z tą propozycją 13 lipca, nie podzielało jednak tego optymizmu. Prezydent Davis i jego doradcy, a wśród nich generałowie Cooper i Lee, uważali ten plan za zbyt skomplikowany i ryzykowny. Poza tym wskazywali, że przecenia on własne siły i nie uwzględnia możliwego zachowania przeciwnika, który mógł np. po prostu nie przyjąć bitwy i schować się za umocnieniami pod Alexandrią.

Propozycje generała Beauregarda zostały jednak częściowo przyjęte. 17 lipca pod Manassas skierowane zostały oddziały z doliny Shenadoah, tyle że generał Johnston miał przybyć okrężną, bezpieczniejszą trasą przez Front Royal i Piedmont.

Połączone siły obydwu armii stawić powinny następnie czoła przeciwnikowi w bitwie obronno-zaczepnej. Dla ambitnego dowódcy, jakim był generał Beauregard, korekty te stanowiły gorzką pigułkę, tym bardziej, że przesunął on już część swoich wojsk (trzy brygady) na wysuniętą pozycję pod Fairfax Court House. Teraz musiał je szybko ściągnąć z powrotem. Przy okazji wyszły na jaw jego poważne niedociągnięcia.

Naturalną pozycją obronną dla armii konfederackiej pod Manassas była płynąca kilka kilometrów na północ od miasta wąska i kręta rzeka Bull Run. Nie była ona zbyt głęboka, ale dostęp do niej utrudniał las, gęste krzewy i podmokły teren. Mimo to, istniało na niej kilka dogodnych do przeprawy miejsc, ponad tą przeszkodą wodną przerzucony był także Kamienny Most (Stone Bridge), po którym prowadziła wygodna, utwardzona szosa, nazywana przez miejscowych Warrenton Turnpike.

34029614

Nie była to, co prawda, główny trasa, z której przed wojną korzystali podróżni, zmierzający z Waszyngtonu na Południe. Najczęściej używali bowiem oni linii kolejowej, która przebiegała przez most Union Mills. Pomiędzy obiema tymi konstrukcjami znajdowało się kilka łatwych do przebycia brodów.

Tymczasem, zaprzątnięty planami ofensywy generał Beauregard zdecydowaną większość prac nad budową w okolicy umocnień skoncentrował w samym Manassas. Było to usprawiedliwione o tyle, że miasto to, a zwłaszcza znajdujący się w nim węzeł kolejowy miały duże znaczenie strategiczne. Z Alexandrii prowadziła do Manassas linia kolejowa Orange and Alexandria Railroad, która wiodła dalej na południowy zachód do odległego o 90 kilometrów Gordonsville, skąd istniało bezpośrednie połączenie z Richmond. Drugą ważną linią była Manassas Gap Railroad, która umożliwiała szybką podróż do miasta Strasburg, leżącego w dolinie Shenandoah, 75 kilometrów dalej na zachód.

W efekcie błędu generała Beauregarda oddziały Konfederatów, które w nocy z 17 na 18 lipca zajęły pozycje nad Bull Run liczyć mogły co najwyżej na osłonę pagórkowatego, zalesionego terenu i rzeki. Konfederacki dowódca rozmieścił wojska tak, by blokowały miejsca przepraw.

Na prawym skrzydle, w okolicy mostu Union Millss tanęła brygada generała Richarda S. Ewella, wspierana przez brygadę pułkownika Jubala A. Early'ego. Na lewo od nich, koło brodu McLean's Ford, stanowiska zajęła brygada generała Davida R. Jonesa. Sąsiadowała z nią brygada generała Jamesa Longstreeta, strzegąca płytkiego odcinka Bull Run, nazywanego Blackburn's Ford. W centrum konfederackich pozycji brygada generała M.L. Bonhama broniła brodu Mitchell's Ford.

Na lewym skrzydle, mocno rozciągnięta i obsadzająca aż trzy przeprawy -Island Ford, Ball's Fordi Lewis' Ford- stała brygada pułkownika Philipa S.G. Cooke'a. Na końcu lewego skraju długiego na 12 kilometrów konfederackiego frontu do obrony pozycji za kamiennym mostem szykował się nieduży oddział pułkownika Nathaniela G. Evansa.

W ugrupowaniu przyjętym przez armię generała Beauregarda uderzała jego nierównomierność: na prawym skrzydle zgromadzone zostały łącznie cztery brygady, w centrum jedna i na lewym półtora. Na tym pierwszym bowiem kierunku konfederacki dowódca spodziewał się głównego uderzenia wojsk Unii.

15672522252407406

Ponieważ nie nadeszły jeszcze żadne oddziały z doliny Shenandoah, ani również wezwana na pomoc część brygady Holmesa z Aquia Creek, Beauregard obawiał się, że jego linie obronne nie wytrzymają gwałtownego ataku przeważającego liczebnie przeciwnika. Na wypadek odwrotu rozkazał więc wczesnym rankiem 18 lipca zniszczyć most kolejowy Union Mills, by w ten sposób utrudnić ewentualny pościg sił federalnych. Po stronie Konfederatów nikt wówczas nie wiedział o kłopotach aprowizacyjnych w przeciwnym obozie. Dlatego, gdy znad strumienia rozległy się odgłosy wystrzałów, wydawało się początkowo, że właśnie nastąpił spodziewany generalny atak.

Tymczasem w rzeczywistości starcie to spowodowane było nieporozumieniem, do którego doszło pomiędzy generałami Północy. O 8.15 rano 18 lipca generał McDowell rozkazał dowódcy 1-ej dywizji, generałowi Tylerowi "obserwować drogi prowadzące do Bull Run, (...) nie angażować się w walkę, ale sprawiać wrażenie, że mamy zamiar ruszać do Manassas." Prawdopodobnie w związku z tą ostatnią częścią zdania Tyler wyruszył z Centreville ze kompanią kawalerii i dwoma kompaniami piechoty w celu rozpoznania terenu wokół brodów Mitchell's FordiBlackburn's Ford.

Posuwając się powoli w kierunku Manassas, oddział rozpoznawczy dotarł do grzbietu wzgórz, z których rozciągał się widok na dolinę Bull Run i samą rzekę. Na jej drugim brzegu Unioniści zobaczyli pozycje Konfederatów. Ci także dostrzegli przeciwnika i ich działa w liczbie siedmiu otworzyły ogień. W odpowiedzi Tyler wezwał własną artylerię - regularną baterię kapitana Ayresa i sekcję porucznika Benjamina (łącznie dziesięć dział, w tym dwa ciężkie 20-funtowe) - oraz piechotę w postaci brygady pułkownika Israela B. Richardsona.

Armaty federalne zajęły stanowiska na wzgórzach i nawiązały pojedynek ogniowy z południowcami. Także piechota ruszyła do przodu i pod osłoną niewielkiego lasku zbliżyła się do stojącej po drugiej stronie Bull Run konfederackiej brygady Longstreeta. Oba oddziały zaczęły się nawzajem ostrzeliwać, a w ich szeregach padli pierwsi zabici i ranni.

Po kilkunastu minutach strzelaniny po jednej i drugiej stronie zapanowało spore zamieszanie, które szybciej jednak opanowali Konfederaci. W kilku miejscach przekroczyli oni rzekę i zmusili zdezorganizowane pułki Unii do bezładnego odwrotu. Ponieważ działa federalne w międzyczasie niemal całkowicie zmusiły do milczenia artylerię Konfederatów i mogły teraz ostrzeliwać inne cele, pościgu nie było. W niespełna godzinnym starciu atakujący Jankesi stracili 19 zabitych, 38 rannych i 26 zaginionych. Po swojej stronie obrońcy doliczyli się natomiast 15 poległych, a dalszych 53 żołnierzy odniosło rany.

Było to najpoważniejsze starcie od początku wojny. Południowcy cieszyli się więc z wielkiego ich zdaniem zwycięstwa, choć tak naprawdę straty obu stron były porównywalne i niewielkie. Dla odmiany, po stronie federalnej efektem boju przy Blackburn's Ford był znaczny spadek morale w biorących w nim udział oddziałach brygady Richardsona. "Pułk, który poniósł najwyższe straty był całkowicie zdemoralizowany."(5) Swojego bojowego ducha zatracił również generał Tyler, co miało być szczególnie widoczne w następnych dniach.

35777162880845383

 

Johnson wymyka się z Doliny

W 1861 roku Robert Patterson był jednym z najstarszych generałów Unii. Mając już prawie 70 lat, pamiętał wszystkie wojny toczone przez Stany Zjednoczone od 1812 roku, kiedy to zaczynał karierę wojskową. Zaawansowany wiek utrudniał mu jednak sprawne i zdecydowane dowodzenie.

Choć oddziały jego armii - sześć brygad w dwóch dywizjach, w sumie ponad 14 tysięcy żołnierzy - zbierały się na terenie Marylandu pomiędzy Hagerstown a Williamsport już od połowy czerwca, to nie podejmowały próby wtargnięcia na teren Wirginii. Generał Patterson zwlekał z tą decyzją, czekając na podciągnięcie artylerii i zaopatrzenia. Nie był także pewien wyniku trwających w międzyczasie walk w zachodniej Wirginii, w których brało udział, podlegające mu formalnie jako dowódcy Departamentu Pensylwanii, zgrupowanie pułkownika Lew Wallace'a (znanego później jako autor powieści "Ben Hur", spopularyzowanej wiele lat później przez Hollywood głośną ekranizacją ze słynną sceną wyścigu rydwanów).

Znajdujące się na południe od Potomaku siły konfederackie tworzyły Armię Shenandoah pod dowództwem wspomnianego już generała Josepha E. Johnstona. Cztery podległe mu brygady liczyły łącznie około 11 tysięcy ludzi.

Ich pozycja w biegnącej z południowego zachodu na północny wschód dolinie Shenandoah, środkiem której płynęła rzeka o tej samej nazwie, nie była jednak zbyt pewna. Zwłaszcza obsadzanie mocno wysuniętego Harper's Ferry wydawało się generałowi Johnstonowi zbyt ryzykowne. Z tego powodu 15 czerwca jego wojska opuściły to miasto, "przy okazji" paląc most na Potomaku, a także niszcząc tory i urządzenia kolejowe.

Większość rebelianckiej armii skoncentrowała się w okolicach Winchester, 25 kilometrów w głąb doliny. Na wysuniętych do przodu stanowiskach niedaleko Martinsburga, z zadaniem obserwacji ruchów przeciwnika, znajdowała się tylko brygada pułkownika Thomasa J. Jacksona, wzmocniona 1 pułkiem kawalerii z Wirginii podpułkownika Jamesa E.B. (Jeb'a) Stuarta oraz baterią kapitana Williama N. Pendletona (cztery działa).

Rankiem 2 lipca patrole kawalerii Stuarta doniosły o przeprawiających się przez Potomak pod Williamsport żołnierzach federalnych generała Pattersona. Rozkazy, jakie pułkownik Jackson otrzymał na tę ewentualność, nakazywały mu odwrót.

Nie chciał on wszakże ustępować bez walki, dlatego w poprzek trasy marszu przeciwnika, na skraju lasu kilometr za wsią Falling Waters ustawił 5 pułk z Wirginii pułkownika Kentona Harpera i trzy działa baterii Pendletona. Pod ich osłoną pozostałe oddziały brygady Jacksona - 2, 4 i 27 pułki z Wirginii oraz kawaleria i jedno działo - miały zwinąć obóz i rozpocząć odwrót.

Wkrótce przed pozycjami pułku Harpera pojawili się federalni tyralierzy z idącej w straży przedniej brygady pułkownika Johna J. Abercrombiego z dywizji generała Williama H. Keima. Ostrzelane przez konfederacką piechotę i artylerię ubezpieczenia cofnęły się nieco, a pod ich osłoną rozwinęły się oba pułki tej brygady - 1 z Wisconsin pułkownika Johna C. Starkweathera i 11 z Pensylwanii pułkownika P. Jarretta.

Po kilkunastu minutach na lewo od nich szyk bojowy sformowała następna jednostka federalna - brygada pułkownika George'a H. Thomasa z dywizji generała George'a Cadwaladera, wspierana przez dwa działa baterii porucznika Perkinsa.

Gdy artyleria i oddziały Abercrombiego związały Konfederatów ogniem, żołnierze brygady Thomasa zaczęli zachodzić ich z flanki. Widok ten skutecznie zniechęcił Południowców do dalszej walki. Po 25 minutach skończyła się ona raptownie po tym, jak Konfederaci szybko i sprawnie się wycofali. Obie strony określiły straty przeciwnika jako ciężkie, choć w rzeczywistości potyczka ta nie była zbyt krwawa - konfederacki 5 pułk z Wirginii miał 9 zabitych i zaginionych oraz 11 rannych. Po stronie Unii zginęło 2 żołnierzy, a 13 było rannych.

Brygada Jacksona po walce spokojnie odeszła w stronę Winchester, osłaniana przez kawalerię Jeba Stuarta, która przy tej okazji wzięła do niewoli "całą kompanię" - 49 ludzi z 15 pułku z Pensylwanii. Zginęło przy tym trzech Jankesów, którzy byli na tyle nierozważni by stawiać opór, w tym dowódca kompanii. Ceną pierwszego w tej wojnie sukcesu Stuarta, później jednego z najsłynniejszych kawalerzystów Południa, był 1 ranny i 2 zaginionych.

JEB_Stuartm

Pozbawione wsparcia własnej kawalerii wojska federalne nie podjęły pościgu, lecz na zajętym pobojowisku rozłożyły się obozem. Następnego ranka ich marsz został wznowiony, a jego celem stał się pobliski Martinsburg. W miejscowości tej do generała Pattersona dotarły instrukcje z Waszyngtonu. Były one datowane 1 lipca, a więc nieco opóźnione ze względu na trudności z łącznością, co zresztą miało być już regułą podczas działań w dolinie Shenandoah. Ich treść określała zadanie całej wyprawy, polegające na związaniu znajdujących się w pobliżu wojsk konfederackich tak, aby nie mogły przeszkodzić w planowanym na około 16 lipca uderzeniu armii generała McDowella na Manassas.

Rozkaz ten informował także generała Pattersona o planowanym wzmocnieniu jego sił przez maszerujące z Waszyngtonu wzdłuż Potomaku zgrupowanie pułkownika Charlesa Stone'a, a w późniejszym terminie przez kolejne pułki, znajdujące się na razie w stadium formowania.

Patterson i jego sztabowcy zdawali sobie jednak sprawę, że wykonanie powierzonego im zadania będzie niezwykle trudne. Największym problemem był bowiem skład armii - z dziewiętnastu pułków, które 2 lipca przekroczyły Potomak, aż osiemnaście złożonych było z ochotników, którzy zaciągnęli się tylko na trzy miesiące.

Termin ich odejścia ze służby zaczynał się u niektórych już od 16 lipca, a w żadnym nie był dłuższy niż o 7 dni od tej daty. Wielu ochotników w tych pułkach pozbawionych było podstawowego wyposażenia, w tym nawet butów, zaś w otaczającym ich wrogim kraju występowały trudności ze zdobyciem żywności. Na domiar złego, kiepsko funkcjonujący Departament Wojny spóźniał się z wypłatą należnego im żołdu. Z tych powodów żaden z nich nie miał zamiaru "służyć nawet godzinę ponad wyznaczony czas."(6)

Nie chcąc zapuszczać się w głąb Doliny z tak niepewnymi ludźmi, Patterson zatrzymał się w Martinsburgu na prawie tydzień. Marsz został wznowiony 9 lipca, gdy dołączyły trzy pułki przyprowadzone przez pułkownika Stone'a.

Przemieszczanie się wojsk Unii wobec trudności aprowizacyjnych, a także tarasowania przez Konfederatów wąskich leśnych dróg zaporami ze ściętych drzew, odbywało się w prawdziwie ślimaczym tempie. Przebycie 35 kilometrów do miejscowości Bunker Hill zajęło 5 dni. Wysyłane stamtąd 15, 16 i 17 lipca oddziały rozpoznawcze meldowały generałowi Pattersonowi o obecności kilka kilometrów dalej, na umocnionej i obsadzonej ciężką artylerią pozycji pod Winchester, całej konfederackiej armii generała Johnstona, której liczebność ze sporą przesadą oceniano na 35 tysięcy ludzi.

Generał Patterson nie pofatygował się, aby sprawdzić te doniesienia osobiście, ale poczekał do 18 lipca. Tego dnia rozpoznanie doniosło mu o odwrocie Konfederatów na południe. Zadowolony z tego faktu, przeświadczony, że właśnie całkowicie wykonał rozkaz związania przeciwnika, postanowił wycofać się do Harper's Ferry i tam zwolnić do domu wszystkich "trzymiesięcznych" ochotników.

Wielu z nich zaciągnęło się później ponownie, ale dla generała majora Roberta Pattersona wojna była skończona - na mocy rozkazu z 19 lipca został on z honorami przeniesiony w stan spoczynku.

Tymczasem w środku nocy z 17 na 18 lipca w kwaterze generała Johnstona pod Winchester odbyła się narada z udziałem oficerów jego sztabu i dowódców brygad. Ustalono na niej, że następnego dnia armia Shenandoah wyruszy w kierunku Manassas w dwóch kolumnach. Pierwsza - większa z nich - składać się miała z piechoty, która przez przełęcze górskie koło miasteczka Paris pomaszeruje do stacji kolejowej Piedmont na linii Manassas Gap Railroad. Tam oddziały załadować miały się do pociągów, a następnie zostać przewiezione do miejsca przeznaczenia. Druga kolumna, złożona z zaprzężonej w konie artylerii i osłaniającej ją kawalerii - jako bardziej mobilnych, a zarazem zajmujących w transporcie kolejowym więcej miejsca - miała dotrzeć do Manassas tak szybko, jak to możliwe jadąc "na skróty" - bocznymi drogami przez góry.

Na miejscu pozostać miały tylko słabe oddziały miejscowej milicji, a także szpital z około 1700 chorymi Konfederatami. Co prawda, gdyby Jankesi zaatakowali, ci ostatni nieuchronnie wpadliby w ręce Unionistów. Generał Johnston nie miał jednak wyboru - operacje militarne miały priorytet i nie było czasu na ewakuację szpitala.

Marsz i transport koleją armii z doliny Shenandoah odbył się właściwie bez zakłóceń, choć ilość posiadanego taboru i przepustowość linii kolejowej nie pozwalały na jednoczesne przerzucenie wszystkich brygad. Niemniej w południe 20 lipca pierwsze oddziały, wraz z generałem Johnstonem dotarły pod Manassas. Do wieczora tego dnia były to już w sumie trzy pełne brygady. W nocy z 20 na 21 lipca dołączyła do nich także kolumna artylerii i kawalerii. Ostatnia z brygad spodziewana była wczesnym rankiem 21 lipca.

Oddziały armii Shenandoah, które wzmocniły obronę wojsk generała Beauregarda nad Bull Run liczyły razem 8430 ludzi i 20 dział.

 

Fragment artykułu pochodzi z "Secesja N&S" Nr 2/03/2005

 

Bibliografia:

1. “Battles and Leaders...”, t. 1, s. 175; Tamże, s. 158-159; Tamże, s. 176.

2. W.T. Sherman, Memoirs of General W.T. Sherman, Nowy Jork 1990,s.181.

3. „Bull Run”, s. 216-219, rękopis, John C. Tidball Papers ... .

4. H.T. Williams, “P.G.T. Beauregard”,s. 75-76.

5. “Battles and Leaders...” t. 1, s. 179.

6. OR, 2:1, s. 170.