Patrick Swayze – wspomnienia z planu filmowego „Północ – Południe”

autor: Magdalena "Madeline" Borek

swayze-north-southDla niejednego z nas przygoda z wojną secesyjną rozpoczęła się od serialu „Północ – Południe”. Dziś, w drugą rocznicę śmierci Patricka Swayze, chciałabym z jego pomocą zajrzeć za kulisy tej wspaniałej produkcji. Poniżej przytaczam fragment książki „The Time of My Life”, którą odtwórca roli Orry’ego Maina napisał wspólnie z żoną. Publikacja nie jest dostępna na naszym rynku, więc mam nadzieję, że przetłumaczony przeze mnie fragment tym bardziej ucieszy wszystkich miłośników serialu. Uzupełnieniem tych wspomnień jest kilka akapitów (zaznaczonych gwiazdką) z biografii Patricka Swayze – prawdziwego Południowca urodzonego w Teksasie.


"Północ – Południe" było wielkim przedsięwzięciem, angażującym ponad 130 aktorów, tysiące statystów, prawie 9000 elementów garderoby oraz 15 000 rekwizytów i elementów dekoracji rozmieszczonych w różnych miejscach na całym Południu.

W serialu jest wszystko – akcja, miłość, Południe i Orry Main – dzielny, romantyczny, pasjonujący bohater, który awansuje na konfederackiego oficera, pozostaje w konflikcie ze swoimi rodakami, znajduje miłość swojego życia i traci ją dla innego mężczyzny, lecz później znów ją odzyskuje, kiedy jest już prawie za późno – to wszystko odwoływało się do najgłębszych uczuć Patricka.*

"Północ – Południe" jest podobne do "Przeminęło z wiatrem". Orry’ego Maina można najlepiej opisać jako kogoś pomiędzy Ashleyem Wilksem – honorowym i wrażliwym południowym gentlemanem – a męskim Rhettem Butlerem. W rzeczywistości Ashley i Rhett, fikcyjni bohaterowie, uosabiali dwie strony charakteru Patricka. I jego menedżerowie o tym wiedzieli.*

Wiedziałem, że nie ma nikogo innego, kto mógłby zagrać Orry’ego Maina, ponieważ kiedy przeczytałem scenariusz, wiedziałem, że to ja jestem Orrym Mainem – powiedział ze swoją zwykłą pewnością siebie. – Jestem romantycznym głupkiem aż do granic. Myślę, że urodziłem się w innych czasach, a teraz żyję w nowym wcieleniu po reinkarnacji.*

Byłem niesamowicie podekscytowany tym, że dostałem rolę Orry’ego Maina, nie tylko dlatego, iż był on typem człowieka renesansu – odważnego południowego gentlemana, jakim zawsze starałem się być. Granie Orry’ego oznaczało, że będę występował u boku najbardziej niesamowitej obsady, jaka kiedykolwiek została zaangażowana do serialu telewizyjnego. Elizabeth Taylor, James Steward, Olivia de Havilland, Johnny Cash, David Carradine, Lesley-Anne Down, Gene Kelly, Robert Mitchum, Jean Simmons, Kristie Alley, Lloyd Bridges i Waylon Jennings – wszyscy oni mieli role w "Północ – Południe", a to jest tylko część tej listy. Byłem jednak zdeterminowany, żeby, mimo iż będę grał z jednymi z największych aktorów wszech czasów, podchodzić do tego na luzie. Szczególnie starałem się o tym pamiętać w dniu, kiedy miałem grać z Jamesem Stewartem.

To było na początku kręcenia, więc nie miałem jeszcze za sobą wielu scen z wielkimi gwiazdami. Ponieważ Jim Read i ja mieliśmy główne role, starałem się zachować pewność siebie. Ale kiedy szedłem na plan naszej sceny i usłyszałem charakterystyczny głos Jamesa Stewarta, nogi zaczęły mi drżeć jak galareta. I kiedy zobaczyłem go siedzącego za ozdobnym biurkiem, w roli Milesa Colberta, nie mogłem uwierzyć, że mam tyle szczęścia, iż mogę grać z taką legendą Hollywood. Dla młodego aktora była to okazja życia.

Podczas kiedy Patrick był pewny siebie podczas nakręcania scen akcji, lekko zażenowała go wspaniałość Boone Hall, starej plantacji pod Charleston w Południowej Karolinie, która odgrywała Mount Royal – posiadłość Mainów. Jechałem dębową aleją i myślałem sobie: Kto uwierzy, że jestem właścicielem tego wszystkiego? – wspominał.*

Jednak, kiedy Patrick ubierał strój Orry’ego, czuł się zrelaksowany. Byłem podekscytowany, kiedy przebierałem się w kostium, ponieważ jest to jak ostateczny szlif. Wtedy czułem się pewny siebie. Patrzę w lustro, a tam stoi ten facet – Orry Main – mówi. Jego partnerka, piękna Angielka Lesley-Anne Down, także przeżyła podobną transformację.*

Producent Dawid Wolper wspomina, że kiedy Swayze przybył na pierwsze czytanie scenariusza, powiedział mu: Patrick, oszalejesz, kiedy zobaczysz, jak piękna jest Lesley-Anne Down. A ona weszła kilka minut później w starym ubraniu, bez makijażu, z włosami w nieładzie – uosobienie chaosu. Zaszokowany Patrick powiedział: Ty ją uważasz za piękną, Wolper? Nie rozśmieszaj mnie. Dawid Wolper go uspokoił: Poczekaj, kiedy ją zobaczysz po charakteryzacji. Dawid Wolper tak wspomina pierwszy dzień zdjęć: Siedziałem ze Swayzem, kiedy Lesley-Anne Down wyszła z charakteryzatorni, w makijażu, z idealną fryzurą, w długiej sukni i ściśnięta gorsetem. Patrick spojrzał na nią, a potem z powagą zwrócił się do Wolpera i powiedział: Przepraszam.*

MV5BM

Oprócz tego, że czułem się niesamowicie zadowolony z bycia w obsadzie, kochałem wszystko, co było związane z moją rolą. Akcja "Północ – Południe" jest osadzona w czasach, kiedy mężczyźni byli mężczyznami, a kobiety – kobietami, a grzeczność i południowe dżentelmeństwo tamtych czasów naprawdę pasowały do staroświeckiej strony mojej natury. Uwielbiałem iść ulicą na planie, mijając mężczyzn w mundurach i wachlujące się kobiety w gorsetach i staroświeckich sukniach z dekoltami.

Na planie znajdowały się nawet specjalne oparcia, ponieważ kobiety nie mogły siadać w swoich wielkich sukniach, żeby nie zniszczyć krynolin. Opierały się więc delikatnie na podpórkach, aby odciążyć trochę kręgosłup i nogi bez siadania. Spacerując wśród ściśniętych gorsetami piękności, ubrany w mundur Armii Konfederacji, miałem uczucie, jakbym się cofnął w czasie.

Mieliśmy zdjęcia na całym Południu: w Missisipi, Arkansas, Luizjanie, Południowej Karolinie, Teksasie. A ponieważ kręciliśmy nie tylko dwunastogodzinne "Północ – Południe", lecz także "Północ – Południe cz. II", zdjęcia trwały półtora roku. To było niesamowite, mieć tak dużo zagwarantowanej pracy, i to za całkiem dobrą pensję. Nawet w "Outsiderach", który był filmem Francisa Forda Coppoli i stał wysoko na liście przebojów, dostałem tylko niewielką wypłatę. Oczywiście było warto – pracowałem w końcu z Coppolą. Ale oboje z Lisą byliśmy szczęśliwi, że w "Północ – Południe" mogę w końcu zarobić porządne pieniądze.

Czułem, że uczciwie na nie zapracowałem, zważywszy na to, jak bardzo intensywne i wycieńczające były zdjęcia. Kręciliśmy sześć dni w tygodniu, nie mniej niż dwanaście godzin dziennie. Jedne z najbardziej wyczerpujących dni były w samym środku lata w Południowej Karolinie. Spędzaliśmy wówczas na planie po osiemnaście godzin, nosząc ciężkie, wełniane mundury. Raz nawet zasłabłem na planie, uderzając twarzą w kolumnę i łamiąc sobie nos, zanim upadłem na ziemię. Ale kiedy z Jimem Readem poprosiliśmy o pozwolenie zdjęcia płaszczy do jednej ze scen z pociągiem, reżyser Richard T. Heffron, zanim się zgodził, najpierw musiał się skonsultować z ekspertem od wojny secesyjnej, czy byłoby to poprawne historycznie.

Producenci robili absolutnie wszystko, co mogli, aby zapewnić wierność historyczną. Niektóre kostiumy były szyte z dziewiętnastowiecznego jedwabiu, inne pożyczono z historycznych zbiorów lub wzorowano na rysunkach z epoki. Najlepszym źródłem kostiumów były setki rekonstruktorów wojny secesyjnej, którzy grali w scenach bitew.

Wtedy po raz pierwszy spotkałem się z prawdziwymi rekonstruktorami i byłem zdziwiony, jak szczegółowo dbali o każdy szczegół. Kiedy odtwarzali bitwę, nie tylko nosili ubrania wierne epoce, nawet bieliznę, lecz także nie używali żadnych narzędzi, ani nie jedli niczego, co nie było dostępne podczas wojny secesyjnej. Ci rekonstruktorzy – niektórzy z nich byli potomkami żołnierzy walczących w bitwach, które odtwarzaliśmy – wyglądali, jakby wyszli z machiny przenoszącej w czasie.

Obsada miała także kilku różnych trenerów, aby zapewnić naszym rolom zachowanie odpowiedniego charakteru. Trener wymowy, Robert Easton, dbał o to, aby każdy mówił odpowiednim południowym akcentem, a historyk tańca, Desmond Strobel, uczył nas, jak tańczyć autentyczne „sycylijskie koło” czy „lansjera” (kadryla). Rezultatem tej dbałości o szczegóły był serial, w którym się widziało, słyszało i odczuwało prawdziwą scenerię wojny secesyjnej.

O ile lubiłem moich towarzyszy z obsady "Północ – Południe", o tyle jeszcze bardziej lubiłem konie. Na planie było kilka wspaniałych koni, włącznie z ostatnim koniem Johna Wayna, Parsonsem. Parsons i ja mieliśmy niesamowitą relację – to było prawie jak telepatia. Wystarczyło, że tylko pomyślałem, co on ma zrobić, a on to robił.

Było kilka dobrych scen z końmi w obu częściach "Północ – Południe", ale najlepsza była w części drugiej. Orry, który jest tu generałem, wyjeżdża z obozu z dwoma adiutantami, kiedy nagle następuje atak na obóz. Nasza trójka miała zawrócić i podążyć z pomocą, strzelając z pistoletów.

severprotijuhu-northandsouth

Tuż przed tym, jak zaczęliśmy kręcić tę scenę, wpadłem na pomysł. Zawsze próbowałem znaleźć sposób, jak sprawić, żeby scena była bardziej ekscytująca. Pomyślałem, że powinniśmy trzymać lejce w zębach, żebyśmy mogli strzelać z dwóch pistoletów na raz, kiedy będziemy jechać w stronę bitwy. Dwaj faceci, którzy grali moich adiutantów, byli nieustraszonymi rekonstruktorami. Mieli długie włosy i dziki wygląd prawdziwych żołnierzy z wojny secesyjnej. W ten sposób spędzali swój wolny czas – podróżując po kraju, biorąc udział w rekonstrukcjach i przekazując wiedzę o czasach wojny secesyjnej następnym pokoleniom. To byli bardzo mężni faceci, z długimi brodami, potężnej budowy, o twardej skórze. Po prostu wiedziałem, że oni będą gotowi zagrać tę scenę.

Całą trójka dosiedliśmy koni i jak tylko reżyser miał krzyknąć „Akcja!”, powiedziałem do współtowarzyszy: „Słuchajcie, koledzy, mamy te pistolety. Pojedźmy z lejcami w zębach, żebyśmy mogli strzelać oboma rękami”. Faceci tylko potrząsnęli głowami. „Zróbmy to – powiedziałem. – Będzie świetnie”. Oni znów potrząsnęli głowami. „Nie ma mowy” – powiedział jeden z nich, rozsiadając się w siodle. „Czemu nie?” – spytałem zirytowany. Mieliśmy szansę zrobić naprawdę wystrzałową scenę, a ci faceci nawet tego nie rozważyli.
„Zęby” – powiedział w końcu i wyjął z ust swoje przednie zęby. Zajęło mi chwilę, zanim sobie uświadomiłem, że to była proteza. „O, cholera – powiedziałem. – Jak to się stało?” „Jeździłem z lejcami w zębach – odpowiedział i spokojnie włożył protezę z powrotem do ust. – Jeśli koń się potknie, to wyrwie ci zęby ze szczęki.

W tym momencie reżyser krzyknął „Akcja!”. Ruszyliśmy i mimo ostrzeżeń włożyłem lejce w zęby. Starałem się mieć jak najbardziej giętkie plecy, starając się zamortyzować każde najmniejsze wstrząśnięcie. Nie musiałem się jednak martwić, ponieważ Pearsons był dobrym, niepotykającym się koniem. Delikatnie omijał każdą przeszkodę, łącznie z tuzinami „ciał” żołnierzy leżących na ziemi. Scena wyszła niesamowicie i szczęśliwie moje zęby pozostały w szczęce.

I jeszcze jedna anegdotka z czasów po emisji serialu:

Pewnego weekendu wybraliśmy się na regionalny konkurs jeździecki [Patrick Swayze hodował konie rasowe i brał z nimi udział w różnych wystawach i konkursach]. Jeździłem na Ferouku wokół ringu. Miałem jeszcze po Północ – Południe długie włosy, które falowały za mną, i jechałem na pięknym koniu. Jakiś mężczyzna zwrócił się do mojej żony: „Facet jedzie, jakby myślał, że jest Orrym Mainem”. Lisa odwróciła się w jego stronę, ale nic nie powiedziała. Kiedy podjechałem bliżej, usłyszała jak facet mruczy: Chwila… To jest Orry Main.


Bibliografia:

P. Swayze, L. Niemi, "The Time of My Life", tłum. Magdalena Borek, New York 2009.

*W. Leigh, "Patrick Swayze. One last Dance", tłum. Magdalena Borek, New York 2009.