Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2013 Bzince 2013 - słowacki Gettysburg

Bzince 2013 - słowacki Gettysburg

bzin2013_03

Autor: Gregorius

Po raz kolejny do Bzinc na Słowacji wyruszył z Krakowa wóz taborowy z żołnierzami Armii Konfederacji. Wewnątrz wygodnie rozparci Smednir, Peter i ja – Gregorius. Miło jest mknąć słowacką autostradą w towarzystwie przyjaciół z Pułku, rozmawiać, śmiać się, planować kolejne spotkania i zmagania. Kilometry drogi jak wstążka nawijają się na koła i coraz bliżej do celu podróży. Miasteczko o nieco śmiesznej nazwie Bzince przyjmuje na siebie wielki ciężar. Na kilka dni stanie się Gettysburgiem. Czy sprosta temu wyzwaniu?

Na miejscu wita na zachodzące słońce. Jeszcze w blasku kończącego się dnia witamy już obecnych towarzyszy broni, rozbijamy namioty, rozpalamy ognisko. Później dojeżdżają Braciszek i Janek Sas. Dołącza nasz dowódca Brunio. Już działa na nas niepowtarzalna atmosfera miejsca i czasu. Wokoło płoną ogniska, błyskają latarenki obok namiotów, słychać śpiewy, nawoływania wart. Mimo późnej pory obozy tętnią życiem. Siadamy wokół ogniska, cudowne butelki ze swoją jeszcze cudowniejszą zawartością krążą wśród żołnierzy.

bzin2013_11

Słoneczny, sobotni poranek. Budzi nas zapach kawy, którą piją tu chyba wszyscy.
Przyłączamy się do śniadania, dzisiaj boczek z patelni bądź smażony na karabinowym stemplu. Obozy pełne wojska, ludzie czyszczą broń, poprawiają oporządzenie, cerują mundury, przyszywają oderwane guziki. Jak w każdym wojskowym obozie i tu wałęsają się psy. Czasami ktoś rzuci im kawałek mięsa, o który walczą z niebywałym jazgotem.

Jeden z podoficerów ogłasza zbiórkę. Formujemy kolumnę i maszerujemy na pobliską łąkę, gdzie będziemy ćwiczyć musztrę. Zwroty, marsze, chwyty bronią, wszystko to, co żołnierz musi umieć, aby przetrwać i zwyciężyć wroga. Tu jak zwykle trochę śmiechu, ale też dużo zaangażowania. Niektórzy dostają dodatkową porcję ćwiczeń z uwagi na brak pilności, krnąbrność i bujanie w obłokach, w czasie gdy mówi sierżant. A wszystko musi byś zapięte na przysłowiowy ostatni guzik, bo tuż po musztrze ruszamy do miasteczka, aby je spacyfikować, tzn. uspokoić mieszkańców co do naszych intencji. Przy dźwiękach konfederackich marszów schodzimy do Bzinc. W centrum miasteczka oddajemy kilka salw, zbieramy należne nam brawa, ustawiamy broń w kozły i pozwalamy się fotografować w bohaterskich, ale też całkiem swobodnych pozach.

bzin2013_13

Po powrocie do obozu zajadamy się smacznym gulaszem, przygotowanym przez nieocenioną, poznaną ubiegłego wieczora Marcelkę.

Porcje, jakie nakłada nam do misek, pozwalają sądzić, że wbrew obiegowym opiniom Polacy cieszą się u Słowaków poważaniem, szacunkiem, a może i miłością.

 

 

 

 

 

 

 

bzin2013_12

Stoję dzisiaj w pierwszym szeregu. Na ramieniu karabin. Stoję i patrzę przed siebie, i o dziwo nie czuję lęku. Nic nie czuję. Gdzieś tam widzę sztandary jankesów i wiem, że w to miejsce musimy dojść, że tam musimy się znaleźć. Nasze sztandary pojawią się na wzniesieniu, a ich opadną bezsilne i zabierzemy je jako symbole naszego zwycięstwa. Nasze armaty grzmią nieprzerwanie. Stoimy w obłokach prochowego dymu. Ziemia pod stopami drży. Milczymy, zgasły rozmowy, ucichły dowcipy. Ruszamy. Naprzód. Marsz. Linia ruszyła jednym, równym krokiem. Idziemy wyprostowani, jeden szeroki las bagnetów. Mijamy stanowiska naszych armat. Przed nami lekkie wzniesienie, niezbyt wysoka trawa pozwala iść spokojnie, w nogę.

bzin2013_09

Jesteśmy bliżej i bliżej. Każdy krok przybliża nas do jankeskich umocnień. Jeszcze trochę wysiłku i będziemy na miejscu. Myślę, że oni uciekną, że nie wytrzymają oczekiwania i napięcia, że pogonimy ich ze wzgórza, że wojna wreszcie się skończy, że wrócimy do domów. Jeszcze jeden wysiłek. Zawirowały jankeskie sztandary, najeżył się w naszym kierunku las luf. Plunął ogniem i ołowiem. Wokoło jęki bólu, jakieś krzyki, ktoś głośno wzywa matkę, chłopcy padają. Ale linia nadal istnieje, nadal prze do przodu. Szlusujemy, równamy. Zmieniły się twarze ludzi stojących obok mnie. Rozlegają się rozkazy oficerów.

bzin2013_10

Dalej, naprzód. Razem chłopcy. Teraz my poczęstujemy ich ogniem. Mierzymy w kierunku Jankesów i na komendę naciskamy spust. Ukryci za kurtyną dymu ruszamy do przodu. Już niedaleko, za kilka chwil to wszystko się skończy. Nagle załamują się pode mną nogi. Świat wiruje, w oczach ciemne plamy, nie mogę utrzymać karabinu. Coś dziwnego dzieje się ze mną. Ziemia biegnie mi na spotkanie, wokoło padają ludzie. Otwieram oczy w samą porę, aby zobaczyć maszerująca drugą linię naszego natarcia. Idą podobni do muru, któremu nic nie może się oprzeć. Błyszczą bagnety. Wiatr rozwiewa sztandary. Widzę znajome twarze. Mijają mnie, idąc wprost na jankeskie bagnety. Podnoszę się na rękach i widzę prawą nogawkę spodni zalaną krwią. Podpieram się karabinem, powoli odchodzę na tyły. Co kilka kroków przystaję. Z prawej i lewej podobni do mnie wloką poranione ciała do lazaretów. Odwracam głowę, słysząc  rebel yell. Nasi pokonali kamienny mur, weszli w głąb jankeskich linii.
Szkoda, że nie ma mnie z wami, chłopcy.

Jakoś dowlokłem się do naszych armat. Tu dowiedziałem się o odparciu naszego ataku. Bitwa dobiegała końca.

I znowu nadchodzi czas pożegnań. Słoneczny, niedzielny poranek. Jeszcze suszymy dawno wysuszone namioty, wszystko po to, aby jeszcze chwilę pobyć razem. Ale już wiemy, że czas na nas. Przed nami długa droga. Ruszamy. Do zobaczenia Bzince, do zobaczenia przyjaciele.

Niech żyje pamięć o Konfederacji!

Zapraszamy do naszej GALERII