Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2012 Gettysburg - 17-18 września 2012 - część III

Gettysburg - 17-18 września 2012 - część III

autor: Smednir

G1Obmacałem kilkadziesiąt dział, zapoznałem się z setką tablic. Przy każdej starałem się zatrzymać choćby na chwilę, uruchomić wyobraźnię i ujrzeć czających się w krzakach Konfederatów, tysiące żołnierzy w szarych mundurach. Działa z rezerw artylerii Ewella, tablice pułkowe informujące o ich dokładnej lokalizacji, w konkretnych dniach czy godzinach. Miejsca, gdzie poszczególne brygady koncentrowały swoje pułki przed pamiętnym atakiem Picketta.

Moją szczególną uwagę zwrócił pomnik upamiętniający żołnierzy z 11-go z Missisipi. Pułk wziął udział w ataku 3 lipca (Davis’ Brigade). Na cokole pomnika umieszczono mosiężną tabliczkę informującą o stratach, jakich doznał podczas walk. Są przerażające! Do 11-go pułku z Missisipi jeszcze wrócę.

 

G2

Pomnik ku pamięci 11-go z Missisipi


Moją szczególną uwagę zwrócił pomnik upamiętniający żołnierzy z 11-go z Missisipi. Pułk wziął udział w ataku 3 lipca (Davis’ Brigade). Na cokole pomnika umieszczono mosiężną tabliczkę informującą o stratach, jakich doznał podczas walk. Są przerażające! Do 11-go pułku z Missisipi jeszcze wrócę.

 

G3

Pomnik żołnierza z 11-go Missisipi i tablica o stratach pułkowych


Przechadzając się wzdłuż drzew, mając po lewej stronie otwartą przestrzeń, przez którą przetoczyło się 12,5 tys. konfederackich żołnierzy, uwierzyłem, że ten atak mógł, powinien się powieść. Do „kępy drzew” było naprawdę niedaleko. Widziałem ją gołym okiem, widziałem niewyraźne sylwetki turystów, którzy gorączkowo krzątali się wzdłuż muru i imponujących pomników upamiętniających regimenty z Północy. Podobnie jak ja, tak 150 lat wcześniej Konfederaci bacznie obserwowali swoich niebieskich adwersarzy.
Mijam dziesiątki mosiężnych tablic informujących o rozmieszczeniu kolejnych regimentów z Południa. Jest ich mnóstwo! Jest już po południu, a ja utknąłem po „południowej stronie”. Czas nieco przyspieszyć.

G4

Zza linii tych drzew wyłoniły się konfederackie brygady w marszu na Grzbiet Cmentarny

 

Pośród wielu interesujących miejsc po konfederackiej stronie należy wspomnieć o imponującym pomniku Virgnia Memorial wystawionym przez stan Wirginia. Pomnik przykuwa uwagę głównie ze względu na jego zwieńczenie: ze swojego wierzchowca Travellera dumnie spogląda gen. Robert E. Lee. Jest to niewątpliwie największy pomnik stanowy w Gettysburgu, oczywiście wyłączając ten, który zafundował swoim żołnierzom stan Pensylwania.

 

G5

Wirginia Memorial

 

Z pomnikami stanowymi jest tak, że dbają o nie rządy stanowe i to one ponoszą wszelkie koszta konserwacji i zabezpieczenia. Dlatego są takie majestatyczne. Rząd federalny nie ma nad nimi pieczy i nie ingerował w ich formę. I całe szczęście, ponieważ wszystkie inne pomniki poświęcone Konfederacji, ufundowane za pieniądze federalne (czyli także Południowców) są o wiele mniejsze od swoich unijnych odpowiedników. Postaci przedstawione na tych ostatnich są 50% większe od oryginalnych rozmiarów. Posąg gen. Longstreeta jest większy „tylko” o 30%. Ale to w „podzięce” za jego powojenne zasługi dla Unii. Inne posągi Konfederatów, choć jest ich niewiele w porównaniu z unijnymi (mniej niż 20%), są jeszcze mniejsze. Niesprawiedliwe? Ano tak, tylko co z tego? Federalni rządzą!

Kilkaset metrów dalej znalazłem to, czego wypatrywałem od dłuższego czasu: Louisiana State Memorial. Pomnik wystawiony przez stan Luizjana, by uhonorować pamięć 2300 Luizjańczyków (w szczególności z brygad Haysa i Nicholasa oraz całkiem licznej grupy artylerzystów), którzy walczyli i ginęli na przedpolach Gettysburga.

 

G6

Pomnik stanu Luizjana

 

Kilkadziesiąt metrów od pomnika pamięci Luizjańczyków stoi pomnik wystawiony przez stan Missisipi. Kiedy mu się przyglądałem, przed oczami stanęli mi chłopcy z 2-go i 11-go pułku.

 

G7

Pomnik stanu Missisipi

 

Johny zniknął za linią drzew, musiałem przyspieszyć. Szczęśliwie kilkaset metrów dalej był parking. Tam mój towarzysz znów zarządził dłuższą przerwę, a ja skorzystałem z okazji i wdrapałem się na kolejną wieżę widokową.

 

G8

Panorama z wieży widokowej – słynna droga do Emmitsburga i Farma Rosego

 

Widok wspaniały. Podziwiałem całą przestrzeń do drogi z Emmitsburga i dalej za nią. Po obu jej stronach ogrodzenie, a kilkadziesiąt metrów dalej niepozorny kamienny murek. Jak okiem sięgnąć cała Szarża Picketta. 
Po zejściu z wieży i przeanalizowaniu mapy niechętnie zgodziłem się wsiąść do samochodu. Mieliśmy do pokonania niemały kawałek. Wjechaliśmy się na Duży Okrągły Szczyt, następnie minęliśmy Mały. Widziałem go wczoraj, podobnie jak Devil’s Den, Pole Pszenicy czy Brzoskwiniowy Sad. Nie żebym był w pełni usatysfakcjonowany, ale trudno zwiedzić cały Park w ciągu kilkunastu godzin. Cały czas obiecywałem sobie w duchu, że za rok odkuję się z nawiązką. Każde z tych miejsc to porządny kawał historii.
Zjechaliśmy Sedgwick Avenue i już byliśmy po jankeskiej stronie. Zatrzymaliśmy się na Hancock Avenue, pod wielgachnym, imponującym, białym gmachem – Pennsylvania Memorial.

 

G9

Pennsylvania Memorial

 

Wokół budynku na mosiężnych tablicach umieszczono nazwiska wszystkich żołnierzy, którzy służyli w pensylwańskich pułkach. Część tablic umieszczono wewnątrz. Na jednym z nich Johny wskazał mi nazwisko swojego przodka, 2-go porucznika J. L. Newbolda. Pod Sharpsburgiem spotkałem wielu rekonstruktorów, którzy mogli poszczycić się takimi korzeniami. Prapradziad Garego z Florydy również walczył w tej wojnie, tyle że po konfederackiej stronie. Brał udział m.in. w bitwie pod Chickamauga, ale to już inna historia.

 

G10

Johny wskazuje na tablicy nazwisko swojego przodka

 

Wszedłem do budynku i stromymi, wąskimi schodkami wspiąłem się na niewielką galeryjkę. Tym razem rozpościerał się przede mną widok na jankeskie pozycje, kolejne setki pomników i pamiątek po tych, co niegdyś tu walczyli. I oczywiście armaty. Wszędzie, jak okiem sięgnąć! 
Tym razem Johny opuścił pojazd i oprowadził mnie po swojej „działce”. Nieco się ożywił. Pokazał mi pomnik ku pamięci 12-go NJ, a następnie udaliśmy się tam, gdzie było najbardziej gorąco.

 

G11

Johny przy pomniku żołnierzy 12-go New Jersey

 

Z „kępy drzew” niewiele pozostało. Czas jakiś temu dopadła je jakaś tajemnicza choroba, teraz są plątaniną gęstych krzaków i pokurczonych, umierających pni. Drzewa znajdują się pod pilną opieką, ogrodzone i zabezpieczone siatką. Nic dziwnego, że trawi je choroba, napatrzyły się…

 

G12

Resztki po słynnej „kępie drzew”

 

G13

Gen. Armistead i jego ludzie po pokonaniu kamiennego murku

 

Podszedłem do muru, przyjrzałem się jego marnej wysokości. Jak wyglądał niegdyś? Czy rzeczywiście był tak niski, dawał taka mierną ochronę? Nie chce się wierzyć. Z tego miejsca wyśmienicie widać drewniany parkan oddzielający pole od drogi do Emmitsburga.

 

G14

Konfederaci przekraczający drogę do Emmitsburga

 

Może jakieś 150–200 m, nie więcej. To po jego pokonaniu Konfederaci dostali się pod huraganowy ogień jankeskiej piechoty. Zostawiając Johna gdzieś z tyłu, przeszedłem wzdłuż muru, aż dotarłem do The Angle, Rogu.

 

G15

Widok zza muru na ogrodzenie i drogę do Emmitsburga

 
Miejsce charakterystyczne w cieniu samotnego drzewa. Ilu unionistów zginęło, broniąc tego wysuniętego skrawka ziemi? Konfederackie brygady miały go minąć i skoncentrować się kilkadziesiąt metrów dalej, w głębi jankeskich linii, tym samym przez dłuższy czas ich flanki były odsłonięte i niezabezpieczone. Wyśmienicie widać to na filmie. Groza.

 

G16

Miejsce zranienia gen. Armisteada, po prawej, w cieniu drzewa, Róg

 

Bez problemu znalazłem niewielki, kamienny pomniczek przyozdobiony mikroskopijną konfederacką flagą. W tym miejscu został śmiertelnie zraniony gen. bryg. Lewis A. Armistead prowadzący swoją brygadę liczącą ponad 2 tys. Wirgińczyków (5 pułków, wszyscy dowódcy zginęli lub zostali śmiertelnie ranni). Pokonał dłuższy odcinek, niż jest to pokazane na filmie, upadł jakieś 50 m od murku. Co tu się musiało dziać? Trudno sobie wyobrazić.

 

G17

You are here!

 

W końcu docieram do miejsca upamiętniającego chłopców z 11-go pułku z Missisipi. Nie dobiegli do muru. Tam, gdzie zatrzymał ich huraganowy ogień jankesów, stoi niepozorny pomniczek ze ślicznie wykonaną battle flag. Wzruszający moment, zwłaszcza mając na uwadze straty, jakie ponieśli podczas ataku. Z 393 żołnierzy bez szwanku wyszło 53. Johny ma swój dom jakieś 200 m od tego miejsca.

 

G19

Kilka metrów do muru… 11-ty Missisipi

 

Z ciężkim sercem opuszczam Grzbiet Cmentarny. Czas opuścić pole bitwy. Pokontemplowałem jeszcze na murku, w cieniu armat i pomników. Samotnie, w ciszy. Trudno uporządkować myśli i ogarnąć wszystko, co się tu wydarzyło.

Naszym ostatnim punktem zwiedzania było Muzeum i Centrum Turystyczne zlokalizowane u stóp Wzgórza Powersa. Jego uroczyste otwarcie miało miejsce w kwietniu 2008 r. Na zewnątrz na kamiennej ławeczce wita turystów mosiężny pomnik A. Lincolna.

 

G18

Z Lincolnem przed wejściem do Muzeum i Centrum Turystycznego

 
Centrum jest olbrzymie. Mieści nie tylko muzeum, kilka bardzo interesujących wystaw (wstęp za darmo), ale także słynną Cykloramę (zasługującą na osobny artykuł). Jest wysoka na ponad 8 m i długa na 110 m (nasza Panorama Racławicka odpowiednio 15x114 m). Z premedytacją odpuściłem zwiedzanie. Nic na siłę. Miałem dość! Na spokojnie, za rok…

Prolog
Choćbym chciał, nie potrafię podzielić się wszystkimi wrażeniami, które mi towarzyszyły podczas zwiedzania Gettysburg National Military Park. Omówiłem tylko część miejsc, jakie widziałem. Żeby naprawdę poczuć skalę tej bitwy, należałoby tam spędzić przynajmniej kilka dni.
Na samą myśl, że już niebawem sami będziecie pisać relacje ze swoich wojaży po Pensylwanii, Marylandzie i Wirginii, przez moją twarz przemyka szelmowski uśmiech ;-)

Zdjęcia: własne 
Obrazy: don Troiani