Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2012 Gettysburg - 17-18 września 2012 - część I

Gettysburg - 17-18 września 2012 - część I

autor: Smednir

G1Spieszę się z moimi relacjami z wojaży za Oceanem, żeby nie mieć dużych zaległości. Wiem, że przy skali tych emocji potrafią być niezadowalające, ułomne, krótkie, zbyt ogólnikowe. Im późnej jednak się za nie zabieram, tym trudniej. Nie żebym miał problemy z odświeżeniem wspomnień, są świeże jak żadne i często do nich wracam pamięcią. Raczej martwię się o czas czy też znalezienie chęci na spisanie tych niecodziennych wrażeń. Zresztą, liczę na to, że niebawem przyjdą kolejne, dlatego idąc za ciosem i po krótkiej relacji z Sharpsburga, czas na Gettysburg. Moja relacja przyjmie raczej formę foto-relacji. Myślę, że dzięki zdjęciom, łatwiej będzie zrozumieć to co opisuję, a dla zobrazowania rozmachu i lepszego ukazania niektórych miejsc, dodałem kilka obrazów don Troianiego.

 

g2

Gettysburg National Military Park z zaznaczoną główną, samochodową trasą zwiedzania

Niedziela 16 września – Sharpsburg
Nie pokładałem wielkiej nadziei tego dnia, kiedy to styrany 3-dniowymi walkami, brudny i niewyspany, późnym południem wyruszyliśmy na północ, w kierunku Gettysburga. Miasteczko oddalone było od Sharpsburga zaledwie 40mil, niewiele jak na amerykańskie warunki. Pogoda sprzyjała, było ciepło i słonecznie. Niechętnie opuszczałem Sharpsburg. Nie zwiedziłem całego Military Park, nie zajrzałem do wszystkich suttlerów, a co gorsze, nie obszedłem nawet konfederackiego obozu. Miałem moralnego kaca, że mimo nasycenia, i braku sił, powinienem coś więcej z siebie wykrzesać. Nie dałem rady…

Samochód czekał, rzeczy spakowane, nie pozostało nic innego, jak pożegnać się z towarzyszami broni z Teksasu oraz podziękować kapitanowi Tomowi za pomoc i opiekę. W biegu pożegnałem się z wieloma rekonstruktorami, nie tylko tymi, których przelotnie poznałem, ale także z tymi, z którymi pożegnać się wypadało - weteranami, dziadkami, w wymiętych kapeluszach, z siwymi potarganymi brodami i obłędem fascynacji w oczach. Niesamowici ludzie. Zawodowcy. Bezzębni, ze zdrowiem już nie tym co niegdyś, ale uśmiechnięci i pełni wigoru. Nie zdążyłem zajrzeć do biura prasowego i do sztabu naszego korpusu. Obiecałem sobie, że do nich wszystkich napiszę, z podziękowaniami za przyjęcie i wspaniale zorganizowaną imprezę.

Wskoczyłem w regimentową koszulkę, wypiłem kilka „fikołków” i byłem gotowy do drogi. Od dłuższego czasu, mafijnie wyglądający Piwnica, w czarnych okularach, złowrogo zerkając na zegarek pomrukiwał coś pod nosem. Nie dało się inaczej, z bólem serca, czas było ruszać dalej…

 

Niedziela 16 września – Gettysburg

g3

 Widok z Jaskini Diabła na Mały Okrągły Szczyt

 

W drodze do miasteczka zadzwoniłem do Johna (od niecałego miesiąca stałego rezydenta Gettysburga) i umówiliśmy się na kolację. Na miejsce dojechaliśmy około 18. Zachód słońca nad Gettysburgiem był przepiękny. Korzystając z dnia i pięknej pogody zrobiliśmy rundkę wokół Małego Okrągłego Szczytu i Jaskini Diabła.

 

g4

Obrona Małego Okrągłego Szczyt

 

g5

Widok z Małego Okrągłego Szczytu na konfederackie pozycje.

W głębi po prawej stronie, posąg gen. Warrena 

 

Ku przerażeniu nielicznych amerykańskich turystów biegałem po skałkach jak opętany, zaglądałem w każdą dziurę i wnikliwie analizowałem ukształtowanie terenu. Zaiste gen. Warren miał piękny widok na teren wokół wzgórza i chaotycznie u jego stóp porozrzucane klocki kamieni, Jaskinię Diabła. Po przegrzebaniu zarośli na Wzgórzu, zjechaliśmy na dół, gdzie znów zacząłem buszować w labiryncie głazów i szczelin. 150 lat temu ukrywali się wśród nich konfederaccy strzelcy wyborowi. Zaliczyliśmy jeszcze kilka pamiątkowych tablic, dział i pomników. To miał być skromny przedsmak tego, co miało nas czekać jutro. Gettysburg National Military Park na „dzień dobry” zrobił na mnie szokujące wrażenie. Z nabożną czcią zadbany i bardzo dobrze oznakowany – szlaki dla zmotoryzowanych, pieszych, rowerzystów, konnych. I to wszystko wśród przepięknych, lesistych pagórków Pensylwanii. W parku, pomimo jego wielkości, nie sposób się zgubić, a to dzięki tablicom informacyjnym, strzałkom czy mapom regularnie stojącym w każdym możliwym punkcie. Trudno o lepsze miejsce na żywą lekcję historii.

Aby wyglądać na cywilizowanego Konfederata, pojechaliśmy do motelu, gdzie odświeżyłem się i moralnie przygotowałem na spotkanie z moim przewodnikiem, Johnem. Kolega Piwnica wraz z Dominiką zajęli się swoimi sprawami, a ja z duszą na ramieniu oczekiwałem spotkania z weteranem 12-tego pułku z New Jersey. John Newbold, człowiek legenda, od kilkunastu lat organizator słynnego Balu Gettysburskiego, osoba z którą korespondowałem przez ostatnie 1,5 roku. To w dużej mierze dzięki jego namowom i staraniom przyjechałem do Gettysburga. To on uspokajał moje skołatane nerwy, pomagał i służył radą.

Spotkaliśmy się w konfederackiej restauracji, niedaleko motelu. Johny stawiał. Przytargał ze sobą wielki album ze zdjęciami z czasów młodości, kiedy to jeszcze miał siły i zdrowie uganiać się za Szarymi po polach bitew. Zdjęcia sprzed 30 lat były niesamowite, podobnie jak jego opowieści z rocznic słynnych bitew, w których uczestniczył. Podczas kolacji w ogólnym zarysie ustaliliśmy jutrzejszą trasę. Obiecał, że obwiezie mnie po całym Parku, pokazując najciekawsze miejsca. Zarzuciłem go pytaniami i listą życzeń. Oboje wiedzieliśmy, że jeden dzień to za mało, żeby zwiedzić tak rozległy teren. Z drugiej strony nie czułem presji. Gdzieś tam w głębi serca wiedziałem, czego nie zdążę zobaczyć jutro, zobaczę za pół roku, z moimi przyjaciółmi z regimentu, podczas rekonstrukcji 150-lecia bitwy. Podczas całego naszego spotkania serdeczny uśmiech nie znikał z jego twarzy. Uspokajał mnie i studził moje zapędy. Byłem podjadany jutrzejszymi planami, ale także skonany, najedzony (w końcu!) i opity. Padałem na twarz. Pożegnaliśmy się około 22. Musiałem się wyspać i zregenerować siły przed jutrzejszym maratonem. Nie zamierzałem odpuszczać (ku przerażeniu Johna) najmniejszemu kamyczkowi czy tabliczce. Cel był jeden, zobaczyć i wywieźć jak najwięcej wspomnień.
O naiwności!

 

Poniedziałek 17 września – Gettysburg 
(150-letnia rocznica bitwy pod Sharpsburgiem)

Umówiliśmy się wcześnie, pod motelem. Johny wziął wolne z pracy, aby móc na spokojnie obwieźć mnie po Parku. Czekało nas nie lada wyzwanie. Park jest ogromny! Pracuje w nim liczny sztab ludzi, ale zapewne żaden z przewodników nie wie ile dokładnie znajduje się w nim pamiątkowych tablic czy pomników. Wg ostatnich doniesień w parku znajdują się 372 działa, o jedno (!) mniej niż miała Armia Potomku pamiętnego lipca 1863r. Ponad 1320 pomników i pamiątkowych tablic, 150 historycznych budynków i ponad 68 km alejek i tras turystycznych. Do tego trzeba doliczyć kilka wież widokowych, ja byłem na 5, ile ich jest w rzeczywistości, nie mam pojęcia.
Moja wizja zwiedzania parku szybko została boleśnie zweryfikowana. Już po godzinie wiedziałem, że zobaczę zaledwie niewielki jego skrawek. Po kolejnych godzinach Johny z coraz większą niechęcią wychodził z samochodu. Nie miałem mu za złe. Choć mieszka tu od niedawna, pole bitwy zna bardzo dobrze. Nancy wspominała, że w najbliższym czasie będzie zabiegał o pracę w strukturach parku.
W pierwszej kolejności pojechaliśmy pod Cupl’s Hill. Pokręciliśmy się trochę po chaszczach a ja próbowałem się wspiąć na wzniesienie. Mnóstwo głazów i krzaków. Nie zaszedłem daleko. 150 lat temu rosły tu tylko drzewa, widoczność była na ponad 100m, teraz na niecałe 10. W obecnych okolicznościach Jankesi nie daliby rady obronić wzgórza.

 

g6

Dwóch kaprali, Szary i Niebieski, u stóp Wzgórza Culpa, przy tablicy informującej o lokalizacji luizjańskiej brygady Nichollsa

 

g7

 

Następnie wjeżdżamy na górę, gdzie w otoczeniu armat stoi majestatyczna wieża widokowa. Oczywiście z niemałym entuzjazmem wdrapuję się na jej szczyt. Widok zapierał dech w piersiach.
Zapoznaje się z tablicami informującymi o lokalizacji poszczególnych jednostek Unii. Zanurzam się w krzaki. Chcę ocenić kąt nachylenia i walory obronne pagórka. Jakaś ścieżka prowadzi nad niewielkie urwisko. Widoczność nieznacznie lepsza, ale i tak nie sięgam wzrokiem dalej niż 20-30m. Nie daliby rady…

 

g8

Kaprale w przyjacielskim uścisku na Washington Street

 

Następnie wróciliśmy do Gettysburga...
CDN.