Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2012 Przemarsz, ćwiczenia i pokaz - Czerwonka-Leszczyny - 24.11.12

Przemarsz, ćwiczenia i pokaz - Czerwonka-Leszczyny - 24.11.12

autor: Old Kris

sdsds324 listopada po raz drugi z rzędu odbyło się w Czerwionce - Leszczynach na Śląsku spotkanie pod szyldem Wojna Secesyjna. Tym razem i moja skromna osoba wzięła w nim czynny udział wraz z moimi przyjaciółmi z 14th LA.  W podróż na Śląsk udałem się wspólnie z Szarym Bratem, który dotarł w moje okolice nie bacząc na trudy i niewygody publicznym środkiem transportu. W dalszą drogę ruszyliśmy już moim dyliżansem. Podróż dyliżansem, jako takowa podróż upłynęła w rytm tętentu końskich kopyt i basowego chrapania Braciszka. Na miejscu naszej zbiórki w Czerwionce oczekiwał na nas już Smednir wraz z Peterem i Claytonem. Jakże wspaniale było ujrzeć znów te poczciwe konfederackie gęby i poznać kolejną zacną personę, szarego brata – Claytona.

Po chwili zjawił się także główny prowodyr całego zamieszania nasz szanowny gospodarz Haze. Niedane mi było już dawno być tak serdecznie witanym. To był coś w stylu staropolskiego powitania chlebem i solą z tym, że ze smalcem w roli głównej. Tak, tak tym samym smalcem, smalcem z tej świni S... (tiaa... – Smednir). Wzruszenie ściska gardło nawet teraz, gdy o tym piszę. Po zaopatrzeniu się w racje żywnościowe dostarczone nam przez Hazeno, a przygotowane ręką żony naszego gospodarza i tu nalezą się ukłony oraz podziękowania dla tej nieocenionej damy, ruszyliśmy pod komendą kaprala na przemarsz. Marszruta prowadziła nas przez miasto a następnie polami i lasem. Było co podziwiać, piękna architektura, cudowne okoliczności przyrody do tego wymarzona pogoda. Można by wiele na ten temat pisać, lecz słowa nie oddadzą wszystkiego. Im bardziej oddalaliśmy się od zgiełku XXI wiecznej cywilizacji tym głębiej wkraczaliśmy w wiek XIX. Właśnie tak to czułem, rozmarzyłem się na całego przypominając sobie obrazy z dawnych fotografii i dzieł  Don Troianiego.

 

3

 Prezentacja "jaj bojowych" ;-)

Nareszcie dowódca zarządził postój, znajdowaliśmy się obecnie w małym zagajniku, przed którym rozciągało się rozległe pole. Myliłby się ten, kto by oczekiwał, że po tym forsownym marszu będziemy mieli okazje na odpoczynek. To nie było w stylu naszego srogiego dowódcy, zarządził on od razu ćwiczenia z bronią, jego marsowy wyraz twarzy i dziki błysk w oczach zapowiadał dla nas ciężką przeprawę. W oddziale jestem od niedawna i nie znałem go wcześniej, starzy weterani powiadają, że kiedyś to był to życzliwy, serdeczny człowiek (Hmmm, serio? – Smednir). Straszne jak to okropności wojny zmieniają ludzi. Podczas musztry nie było taryfy ulgowej, a niech by któryś się odważył ociągać wnet nasz nieznający litości dowódca wybiłby mu to z głowy nie szczędząc złorzeczeń. Jakoś dotrwaliśmy do końca musztry i chociaż każdy z nas sapał ze zmęczenia niczym parowóz byliśmy zadowoleni, poczuliśmy, że jesteśmy gotowi na wszystko.

Na polu, które rozciągało się przed nami pojawił się nieprzyjacielski oddział, ustawieni w szyku bojowym oczekiwaliśmy aż wróg znajdzie się w zasięgu naszych karabinów. Tysiące myśli w jednym ułamku sekundy galopem tabunu mustangów przemykają przez głowę, serce bije jak oszalałe a mięśnie napinają się aż do granicy bólu. To oczekiwanie jest wręcz nie do zniesienia. Nagle słyszymy komendę READY, zaraz się zacznie AIM, FIRE! Gruchnęła salwa na całej naszej linii, na komendę ładujemy w pośpiechu ponownie broń, słychać grzmot wystrzałów ze strony wroga, świst kul dookoła, głuche pacnięcia o ziemie, jęki rannych i konających. Wszystko to tworzy przedziwną upiorną symfonie śmierci. Nie ma czasu nad tym rozmyślać jedyne, co należy to ładować, celować i strzelać. Napór wroga jest silny, łajdaki zasypują nas gradem pocisków. Zdaje się jakby kule nadlatywały z każdej strony, dowódca wydaje komendę TAKE COVER, każdy w mgnieniu oka dopada do drzewa, zwalonego pnia lub zagłębienia w ziemi. Jesteśmy pod bocznym ostrzałem, lecz nie możemy się wycofać, w tej chwili jesteśmy prawą flanką naszych wojsk, musimy wytrwać. Ukryci kontynuujemy walkę nasz ogień jest coraz słabszy, lecz na tyle skuteczny, że wróg przed nami tkwi w miejscu. Nagle słyszymy, że musimy się cofnąć. Jak to mamy się cofnąć, to brzmi dla nas jak obelga, lecz dowódca głosem nieuznającym sprzeciwu powtarza komendę. Cofamy się wciąż ostrzeliwując, ogień nieprzyjaciół robi coraz większe wyrwy w naszych szeregach. Zatrzymujemy się w pośpiechu formując linie, niewielu nas, ale jesteśmy gotowi do ostatniego starcia. Przed nami na polu niczym fala przypływu rozlewają się szeregi nieprzyjacielskiej piechoty. Lecz cóż to? Do naszych uszu dochodzi grzmot salwy po prawej stronie, linia wrogich wojsk rzednie w oczach. Nagły ból i mrok ogarnia moje ciało, tonę w ciemności ostatnią rzeczą, jaka dociera do mojej świadomości to daleki okrzyk naszych wojsk nasz słodki rebel yell.

Tak to dość subiektywnie zapisały się w mojej pamięci nasze manewry w lasach i na polach Czerwionki – Leszczyny. Kolejnym etapem, który mieliśmy zaliczyć tego dnia było spotkanie w murach biblioteki w Czerwionce. Droga powrotna prowadziła nas przez równie malownicze okolice. W okolicach zabytkowego kościółka nasz kapral zarządził przerwę na posiłek. Szczególnym uznaniem cieszyła się potrawa, która uzyskała tego dnia miano „bojowe jaja”, ów przysmak weteranów i nie tylko zawdzięczał smak i konsystencje okolicznością, w jakich dane było mu dojrzewać a niemały wpływ na to miał żar zapału, z jakim wykonywaliśmy strzelanie w pozycji leżącej.

 

4

 

Około 14 dotarliśmy do biblioteki, powitał nas tam pan Andrzej Raudner, zastępca burmistrza i przewodniczący koła terenowego Ruchu Autonomii Śląska oraz liczne grono młodzieży i miłośników historii. Po iście brawurowym wstępie Tomka swój fascynujący wykład rozpoczął Piotr uświetniając go pokazem wspaniałych zdjęć ze swej wyprawy za ocean i udziału w rekonstrukcji bitwy pod Sharpsburgiem. Całość wywarła wielkie wrażenie na słuchaczach, ja sam słuchałem opowieści Piotra z zapartym tchem chłonąc jak gąbka każde słowo i zazdroszcząc mu w duchu tych wspaniałych wspomnień (Dzięki J – Smednir). W między czasie Haze i Szary Brat udzielili wywiadów dla lokalnej telewizji streszczając cel naszego spotkania i opisując charakterystykę naszego regimentu.  Po zakończonym wykładzie nasz kapral otrzymał gromkie brawa w podziękowaniu od słuchaczy. Ostatnim elementem wystąpień dla zgromadzonej tego dnia publiczności był pokaz musztry i strzelania na pobliskim placu targowym. Wieczór spędziliśmy w lokalu Esencja delektując się wyłącznie południowymi specjałami, kto brał w tym udział wie, co mam na myśli. Spektrum tematów konwersacji prowadzonych przy tej okazji trudno ująć w jakiekolwiek ramy. Jako że nie można nam zarzucić byśmy hołdowali zasadzie poprawności politycznej nie będę przytaczał tu żadnych przykładów mając na względzie, iż ręka cenzury i tak zrobi swoje. Po sesji zdjęciowej, jaką zafundowała nam właścicielka lokalu kapral zarządził zbiórkę oddziału i dziarskim krokiem pomaszerowaliśmy ulicami miasta w kierunku postoju naszych pojazdów. W doborowym towarzystwie czas mknie niczym strzała, niestety nieubłaganie nadciągał kres naszej wizyty na gościnnej ziemi Śląskiej. Przed nami już tylko przygotowania do drogi powrotnej, wymieniliśmy ostatnie uwagi i żarty, a w tle przygrywała nam przepiękna południowa nuta naszej ukochanej Bonnie Blue Flag. Pożegnaliśmy się braterskim uściskiem i pognaliśmy nasze dyliżanse w mrok nocy ku realiom XXI wieku.

 

(a ja dodam tylko od siebie, że po przemarszu, musztrach, prelekcji w Bibliotece, kolejnej musztrze… straciłem głos, i dla odmiany, w drodze powrotnej nie odezwałem się ani razu. Żołnierze i rekruci spisali się na medal! Od dowództwa nalezy im się pochwała. Haze znów wyłgał się ze swojej prelekcji, ale nie wyłga się z najbliższego patrolu karnego ;-) - Smednir).

 

7