Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2012 Giżyn - Rekonesans 14th LA - 19-21.10.2012

Giżyn - Rekonesans 14th LA - 19-21.10.2012

autor: Haze

g1Mimo odległości czasowej i geograficznej od wydarzeń amerykańskiej wojny domowej w naszym kraju mamy miejsca z nią związane. Wymienić by można Rożnów, miejsce narodzin generała Krzyżanowskiego, śląskie miejscowości z których pochodziła największa liczba polskich uczestników wojny, czy odkryty niedawno przez naszego formowego kolegę grób weterana amii federalnej w Krakowie.  Jednak to maleńki, zachodniopomorski Giżyn jest miejscem szczególnym. Tam znajduje się miejsce wiecznego spoczynku Herosa von Borcke.

Ten pruski szlachcic i kawalerzysta, „błędny rycerz”, oddał swe usługi sprawie Konfederacji. Służył pod komendą generała Stuarta, błyszczał zarówno na polach bitew, jak i salonach stolicy Konfederacji. Gdy rany uniemożliwiły mu walkę, wypełniał misje dyplomatyczne na rzecz Południa.

I tak, w czas złotej polskiej jesieni, ku Giżynowi ruszył patrol 14. Pułku Piechoty z Luizjany. Pierwsi z Południa, w towarzystwie przemiłych dam, ruszyliśmy my - Kapral Smednir, powożący dyliżansem Peter (za trudny podróży jakiś medal powinien mu się należeć) i ja, skromny rekrut, któremu powierzono obowiązki kronikarza. Dołączyć już na miejscu mieli do nas przybywający od wschodu, Brat Szary i Old Kris. Podróż mijała nam na podziwianiu widoków i konwersacjach na tematy przeróżne.

Już po zmroku dotarliśmy do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie pozostawiliśmy damy i zostaliśmy podjęci kolacją przez przemiłych znajomych Petera (miał to być omen dla całej wyprawy, która wypełniona była spotkaniami z sympatycznymi i gościnnymi ludźmi). Noc spędziliśmy w hotelu „Dworcowym”, który co nie powinno dziwić znajdował się na dworcu kolejowym. Dziwił jedynie brak prądu, ale dla naszej ekipy problemem to nie było. Rano na Giżyn…

W sobotni ranek, osnuci mgłą, dotarliśmy do Giżyna. Wieś okazała się typową ulicówką, z dominującą starą zabudową. Uwagę zwróciły budynki świetlicy, straży pożarnej i stary kościół ewangelicki. Mimo informacji iż Brat i Kris już dotarli, początkowo nie potrafiliśmy ich zlokalizować. Pojawiła się myśl, że może dotarli nie do tego Giżyna… Ich telefony milczały, a nas ogarniał niepokój o ich los. Przebraliśmy się w mundury (stając się celem ataku powietrznego z strony miejscowego ptactwa) i w pełnym rynsztunku ruszyliśmy zwiedzać… znaczy się na patrol. Okazało się, że miejscowi są czujni i zaraz przechwycił nas sołtys pan Stanisław Jadach, który jak się okazało znał miejsce pobytu naszych zagubionych towarzyszy! Tak, myśmy się o nich zamartwiali, a oni już od dawna goszczeni byli w domu pana Jana Obłąka, miejscowego społecznika, człowieka wielu talentów i pasji, oraz inicjatora naszego przybycia do Giżyna. Pan Jan powitał nas w bramie trzymając rozpostarty sztandar Skonfederowanych Stanów!

g2

Już w jego gościnnych progach, wraz z odnalezionymi towarzyszami, rozpoczęły się rozmowy o mauzoleum von Borcków i planach wspólnej imprezy historycznej. Gospodarze opowiedzieli nam o losach zburzonego w latach 70. pałacu von Borcków, próbach ratowania grobowca i imprezie, która odbyła się w 2008 roku (przy udziale Sons of Confederate Veterans
[SCV] i rekonstruktorów z Niemiec). Potem ruszyliśmy do mauzoleum. Po oddaniu honorów bohaterowi Konfederacji, naszym niefachowym wzrokiem oceniliśmy stan budynku. Na chwile obecna grobowiec jest odgrodzony i obowiązuje zakaz wchodzenia do niego. Dach uszkodzony jest w wielu miejscach, po tynkach pozostało już niewiele, ściana nad wejściem niebezpiecznie popękała. W wnętrzu (co mogliśmy zaobserwować przez uszkodzone drzwi) nie jest jeszcze całkiem źle, zachowało się ciekawe sklepienie i metalowe balustrady. Wejście do krypty zostało zamurowane. Obiekt nie jest wpisany do rejestru zabytków, objęty jest jedynie opieką konserwatorską. Jak się dowiedzieliśmy później od wójta, gmina nie dysponuje pełną dokumentacją budynku, ani środkami na jego remont. Remont, który już na pierwszy rzut oka zapowiada się bardzo kosztownie. Priorytetem ewentualnych działań powinno być zabezpieczenie przed warunkami atmosferycznymi, czyli naprawa lub wymiana dachu. Dużo zależy w tym względzie od nas, fascynatów wojny secesyjnej i historii, tylko my możemy zainteresować sprawą ocalenia mauzoleum miłośników przeszłości w kraju i zagranicą. Może temu służyć impreza rekonstrukcyjna. Gospodarze pokazali nam wspaniale tereny pod ewentualne obozowisku i pole bitwy. Mają doświadczenie w przygotowaniu dużych imprez plenerowych i są w stanie zapewnić praktycznie wszystko co potrzebne żołnierzom i widzom.  Ponownie wszystko zależy od nas…

g3

Po zwiedzeniu mauzoleum i oględzinach najbliższej okolicy, wykorzystując czas pozostały do spotkania z wójtem, w obroty wziął nas Kapral. Musztra, strzelanie, wszystko wręcz w magicznej scenerii i przy wspaniałej, słonecznej pogodzie. Echo zwielokrotniało huk wystrzałów i nasze pięć karabinów brzmiało niczym bateria dział. Wokół nas unosiło się setki nici babiego lata, oblepiając nasze kapelusze i kepi, tańcząc wokół zatkniętych bagnetów. Po solidnej dawce ćwiczeń, pomaszerowaliśmy do świetlicy, by kontynuować rozmowy już w towarzystwie wójta pana Tomasza Pietruszki. Czekała na nas udekorowana flagą Konfederacji sala i przepyszny posiłek przygotowany przez panie pod wodzą małżonki pana Jana. Czuliśmy się jak na przyjęciu organizowanym przez Córy Konfederacji. W świetlicy przechowywana jest też tablica, którą w 2008 roku do Giżyna przywieźli przedstawiciele SCV.  Pan Wójt przedstawił nam stan prawny mauzoleum i ochoczo przystał na propozycje wspólnej imprezy. Pan Jan i Sołtys omówili wszystkie aspekty zaplecza logistycznego, które byli by w stanie zapewnić. Giżyn z otwartymi rękami czeka na rekonstruktorów wojny secesyjnej z całej Europy.  Będę nudny, ale wszystko teraz zależy od nas…

Wykorzystując wspaniała pogodę, postanowiliśmy jeszcze nieco pomaszerować i pomusztrować się. Zalegające na polach bele siana (od razu pojawił się nieco szalony pomysł wykorzystania ich jako elementów przyszłej bitwy, fortyfikacje polowe z bel „bawełny”) dały możliwość poćwiczenia ataków na bagnety. Ciszę giżyńskich pól raz po raz przenikał mrożący krew w żyłach „rebel yell”

g4

Wkrótce przyszło nam pożegnać się z Giżynem, gdzie zagnała nas historia odległej wojny. Giżynem gdzie poznaliśmy wspaniałych ludzi i doświadczyli niesamowitej gościnności. Gospodarze posłużyli nam za przewodników do gospodarstwa agroturystycznego „Zielona dolina”, dopiero tam rozstaliśmy się z panem Sołtysem i panem Janem. Pełni jednak nadziei, że wkrótce zobaczymy się znów i razem zrealizujemy nasze plany. „Zielona dolina” okazała się kolejnym niesamowitym miejscem. Wokół lasy, pola, jezioro. Można nawet było poćwiczyć walkę na piki! W luksusowych wręcz wnętrzach, wysupłaliśmy wszystkie nasze zapasy i zasiedliśmy do posiłku, który przeciągnął się do późnej nocy. Dołączył do nas właściciel gospodarstwa, który wybierał się na polowanie na dziki, jednak ocaliliśmy biedne zwierzę zagadując myśliwego. On uraczył nas wieloma myśliwskimi, często mrożącymi krew w żyłach, opowieściami. Zaprezentował też własne wyroby, z dzika oczywiście. Doszliśmy do wnioski, że słoiczki ze smalcem mogą stać się przebojem na naszej imprezie, potrzebna jest tylko chwytliwa nazwa. Wśród wielu propozycji wyróżniała się ta: „Smalec z tej świni Shermana”. Nie da się teraz wymienić tematów o których dyskutowaliśmy, jak się jednak rano okazało, tematy literackie straszliwie wpłynęły na sny Old Krisa.  Przyśnił mu się bowiem Tyrion Lannister! Biedny Kris, pragnę jednak uspokoić, jego sny wróciły już do normy. Pewnie dlatego, że nie musi już wysłuchiwać jak z Bratem Szarym ekscytujemy się losami Westeross.

Jak przystało na grzecznych Konfederatów, posprzątaliśmy i poszliśmy spać, ciesząc się, że gdzieś tam w głuszy, radośnie wcina żołędzie „ocalony” przez nas dzik…

Ranek przyniósł pożegnanie z Bratem Szarym i Old Krisem i trzeba było ruszać do domu, na Południe. Tym razem podróż umililiśmy sobie krótką wizytą na obiektach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (1). Szczęśliwe dotarliśmy do domów, z głowami pełnymi wspomnień i planów. Uratowanie mauzoleum, impreza w Giżynie… teraz wszystko zależy do nas.

Dziękuję naszym gospodarzom w Giżynie i wszystkim przemiłym ludziom, których spotkaliśmy na naszej drodze. Tyle sympatii i gościnności w dzisiejszych czasach doświadcza się rzadko.

Dziękuję Smednirowi, Peterowi, Bratu i Krisowi. Cholernie dobrze jest znaleźć się w gronie takich jak Wy. Dziękuję też Claytonowi za udostępnienie karabinu, mam nadzieję że nic nie popsułem.

 

(1) Być może na przełomie lutego i marca razem z Peterem będziemy organizować 2-3 dniową wyprawę w czeluście MRU - Smednir