Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Artykuły Ludzie Kobiety żołnierze w szeregach wojsk Północy i Południa - Część II.

Kobiety żołnierze w szeregach wojsk Północy i Południa - Część II.

autor: Magdalena "Madeline" Borek

women1aWojna była niemalże idealną sytuacją dla kobiet, których rodziny nie akceptowały ich wybranków. Mary Owens z Pensylwanii była jeszcze uczennicą, kiedy uciekła ze swoim kochankiem, którego nie lubili jej rodzice. Para pobrała się, a potem oboje zaciągnęli się do kawalerii. Mąż Mary zginął na jej oczach w pierwszej bitwie, ale dziewczyna służyła jeszcze przez osiemnaście miesięcy.

Miłością panny Weisener z Alabamy, córki bogatego plantatora, był prawnik E. L. Stone, którego nie akceptował jej ojciec. Kiedy Stone przyłączył się do armii Konfederacji, Weisener pod pretekstem dostarczenia zaopatrzenia dla oddziału pojechała do Tupelo w Missisipi, gdzie stacjonował jej ukochany. Tam wzięli sekretny ślub, a potem dziewczyna została żołnierzem w jego regimencie.

Były też kobiety, takie jak na przykład wspomniana już Mary Ann Clark, które zaciągnęły się do wojska, aby się zdystansować od domowych problemów czy osobistych tragedii. Dwunastoletnia dziewczynka używająca pseudonimu Charles Martin uciekła od swoich rodziców, aby zostać doboszem. Kilka kobiet wstąpiło do armii, aby uciec przed prostytucją czy złą reputacją. Ubogie farmerki, imigrantki i kobiety z klasy pracującej zaciągały się dla pieniędzy. Niektóre jednak pochodziły z dobrych rodzin, miały ukończone szkoły, a nawet należały do wyższych sfer.

Wiele kobiet na wojnę pchnęło pragnienie przeżycia przygody i bycia z dala od domu. Chciały zaznać wolności, która była wówczas dla kobiet niedostępna. Przebierały się więc za mężczyzn, aby uniknąć socjalnych restrykcji, jakie dotykały kobiet w tamtych czasach. Jedną z nich była Rebecca „Georgianna” Peterman – wiejska dziewczyna z Ellenboro z Wisconsin, znana ze swej żądnej przygód natury. Jej nauczyciel wspominał, że życie na wsi nie było w stanie sprostać jej ambicjom. Były kobiety, które jeszcze przed wojną żyły jak mężczyźni, na przykład Rosetta Wakeman pracowała jako przewoźnik na barce. Takie życie było często jedynym ratunkiem dla ubogich, niezamężnych i samotnych kobiet. Tylko w ten sposób mogły na siebie zarabiać.

 

Sarah_Rosetta_Wakeman

Sarah Rosetta Wakeman

Kobiety uciekały przed dotykającymi ich społecznymi oczekiwaniami i ograniczeniami, i często je to cieszyło. Uczyły się pić, palić, przeklinać, grać w karty, rzuć tabakę. Wdawały się w bójki i bywały aresztowane. Wiele z nich potrafiło ciężko pracować i wykonywało swoje obowiązki nie gorzej niż mężczyźni. Niejedna, zaznawszy wolności, zarzekała się, że już nigdy nie ubierze sukni.

Oczywiście patriotyzm i oddanie sprawie były również powodami, dla których kobiety wstępowały do armii. Dla kobiet z Południa patriotyzm oznaczał obronę rodzinnych okolic przed inwazją wojsk Unii. Wierzyły także w niezależność Południa. Zaś dla kobiet z Północy walka oznaczała obronę całości Unii. Były wśród nich także abolicjonistki. Niejedną kobietę na pole walki pchnęła żądza zemsty. Charlotte Hope z Virginii zaciągnęła się do kawalerii kilka dni po tym, jak zginął jej narzeczony. Aby go pomścić, postanowiła zabić dwudziestu jeden jankesów – każdego za jeden rok życia swego ukochanego.

 

Udział w wojnie to nie tylko przemarsze i bitwy. Także więc i kobiety w armii zaznały całego jego bogactwa. Zajmowały się między innymi zaopatrzeniem, zarówno na kolei, jak i w zaprzęgach mułów. Jedną z takich kobiet była Ella Reno, która służyła jako woźnica. Dostała rozkaz przeprowadzić wozy z zaopatrzeniem nocą przez rzekę, co wykonała znakomicie. Zdobyła tym uznanie co najmniej jednego kapitana Unii. Był on pod wrażeniem Reno jako żołnierza. O jej obowiązkach w kawalerii i piechocie pisał, że Reno pełniła wszystkie obowiązki szeregowca: szła długie marsze, brała udział w ogniu walki, stała na warcie, budowała obóz. Przez całą swą służbę była uznawana za dobrego i wiernego żołnierza.

Kobiety żołnierze dostarczały również korespondencję i służyły w kwaterach dowódców, między innymi jako eskorta. Przykładowo, Sarah Bradbury pełniła służbę w kwaterze gen. Philipa Sheridana. Zaś inna kobieta wraz ze swym mężem służyła w kwaterze gen. Roberta E. Lee.

Dzielne niewiasty stały także na straży, okopywały się i budowały obozy. Brały udział w najazdach na wrogie obozy (kiedy unijny płk. Henry C. Gilbert 14 kwietnia 1864 r. zrobił nalot na Beersheba Springs w Tennessee, w jego trzydziestopięcioosobowym oddziale służyło aż pięć kobiet). Jedna z kobiet walczących w wojnie secesyjnej była strzelcem wyborowym. Maria Lewis, Murzynka, należała pod koniec wojny do honorowej gwardii, która prezentowała departamentowi wojny siedemnaście konfederackich sztandarów zdobytych w boju. Jeden z jej współczesnych wspomina, że nosiła mundur & nosiła szablę i karabin & jeździła konno, chodziła na zwidy, brała udział w potyczkach i walczyła jak cała reszta.

Ponieważ wiele kobiet żołnierzy wyglądało jak nastoletni chłopcy, zbyt młodzi, aby się zaciągnąć do regularnej służby, jedną z możliwości dostania się do armii była funkcja muzyka. Co najmniej pół tuzina kobiet brało udział w wojnie secesyjnej jako dobosze. Zaś Frank Martin była trębaczem w kawalerii.

 

Choć większość kobiet pełniła funkcje szeregowych żołnierzy, awanse oficerskie nie były rzadkością. Wspomniana już wcześniej nieznana z imienia kobieta z New Jersey została mianowana z szeregowca na kaprala, a później za świetne dowodzenie, krótko przed tym, jak urodziła dziecko – na sierżanta. Bezimienna kobieta z Armii Cumberlanda była nominowana na sierżanta za dobre kwalifikacje. Ten sierżant zawsze był obecny przy swoich rozmaitych obowiązkach – z punktualnością i dbałością – i nic nie zdradzało płci, dopóki… nie urodził dużego chłopaka. W stopniu sierżanta służyły także dwie Konfederatki – jedna, pochwycona w bitwie pod Chancellorsville, w kawalerii, a druga, złapana w bitwie pod Cold Harbor, w artylerii. Zaś po stronie Unii w stopniu sierżanta stanęły: Katie Hanson, Martha Lindley, Alfred J. Luther, Frances Day, Jennie R. Gregg i Margaret. Ta ostatnia była tzw. kolorowym sierżantem i nosiła sztandar podczas bitwy. Mary Dennis była porucznikiem w pułku z Minnesoty.

Także Mary Ann Clark została mianowana porucznikiem po tym, jak schwytana, a następnie zwolniona warunkowo wróciła do Armii Tennessee. W sierpniu 1863 r. jeden z konfederackich żołnierzy pisał do domu: Wśród wielu kuriozów, jakie widziałem, odkąd opuściłem dom, muszę wspomnieć o kobiecie sierżancie. Słyszałem o jej bohaterskich czynach w kilku bitwach. Kilka wieczorów temu poszedłem na stację około ćwierć mili od obozu. Zobaczyłem tłum. Przedzierałem się przez niego, pytając, co się stało. Jeden z żołnierzy zwrócił moją uwagę na młodego, wyglądającego na jakieś siedemnaście lat żołnierza. Był dobrze ubrany, a na kołnierzu miał odznaki porucznika. Stwierdziłem, że to nie jest nic dziwnego, a wtedy powiedziano mi, że ten młody mężczyzna, to nie jest mężczyzna tylko kobieta. Mówi się, że wpadła w ręce jankesów, a kiedy federalni odkryli jej płeć, została zwolniona jako więzień wojenny. Nie pozwolili jej wrócić, zanim nie ubierze kobiecego stroju. Teraz, kiedy wróciła, myślę, że została mianowana sierżantem.

Nie była to jedyna konfederacka kobieta porucznik. W kampanii w Dolinie Shenandoah w 1862 r. służyła w stopniu porucznika bezimienna kobieta z Alabamy. Cztery kobiety w armii Konfederacji były kapitanami. W 1864 r. piękna, dziarska kobieta w mundurze kapitana jechała pociągiem z Północy w kierunku Richmond. Podróżowała w towarzystwie majora, który mógł być jej mężem. Pochodziła z Missisipi i była bitewnym weteranem mianowanym za dzielność na polu bitwy.

Przynajmniej jedna kobieta, niestety również nieznana z nazwiska, była majorem w armii Unii. Wspomina o niej w swoich notatkach Rosetta Wakeman, która pilnowała jej w więzieniu. To była najwyższa ranga, w jakiej służyła kobieta w wojnie secesyjnej. Nie ma raportów mówiących, że jakaś kobieta została pułkownikiem czy generałem.

To, że kobiety były promowane do stopni oficerskich, jest dowodem ich niezwykłej dzielności i oddania Sprawie. W komentarzach ich towarzyszy broni i przełożonych generalnie mówi się o nich bardzo pozytywnie. Stała na warcie, pełniła swoje obowiązki w deszczu i burzy, walczyła na polu bitwy jak wszyscy – donosi raport o Frances Clayton. Martha Lindley wspominała: Robiłam wszystko, co mogłam, by służyć mojemu krajowi. Chociaż jestem tylko kobietą, myślę, że mogę powiedzieć bez egotyzmu, że byli gorsi żołnierze ode mnie.

Jennie_Hodgers

Jennie Hodgers

Oczywiście służba niewiast w wojsku nie była oficjalnie przyjęta. Kobiety ubierały mundury i zaciągały się do armii w tajemnicy i mogły tam zostać zwykle tylko dzięki konspiracji. O ich obecności w szeregach wiedzieli jedynie ci, z którymi dzieliły namiot (choć i to nie zawsze). Gdy kobieta szła na wojnę z bliskim sobie mężczyzną, on pomagał jej, aby nie została zdemaskowana. Jeśli w oddziale znalazły się dwie kobiety, łatwo się rozpoznawały. Trzymały się wówczas razem, pomagając sobie wzajemnie zachować sekret. Często się zaprzyjaźniały i mieszkały razem w namiocie. Przykładowo, dziewczyna znana jako Frank Martin zaprzyjaźniała się z kobietami, gdziekolwiek służyła. W Armii Cumberlanda poznała trzy służące tam niewiasty, a gdy stacjonowała w Louisville zakolegowała się z nieznaną z imienia kobietą porucznikiem. W listopadzie 1864 r. towarzyszyła jej kobieta znana jako George Smith. Zaś Mollie Bell, która walczyła w Dolinie Shenandoah, wspominała, że znała sześć innych kobiet służących w armii gen. Jubala Early’ego (CSA). Mężczyźni, niedopuszczający myśli o kobiecie w wojsku, bywali zwykle mniej spostrzegawczy.

Kobietom udającym mężczyzn sprzyjało wiele czynników. Młode, drobne dziewczyny z powodzeniem uchodziły za nastoletnich chłopców, jeszcze bez zarostu. Nosiły przy tym krótkie włosy, co nie było przyjęte u kobiet w tamtych czasach. Lizzie Compton, niewysoka, drobnej budowy, była brana za chłopca chodzącego wciąż do szkoły. Niedopasowane, często za duże mundury pomagały ukryć kobiece kształty, a także zatuszować zaawansowaną ciążę. Natomiast Loreta Velazquez walcząca w armii Konfederacji była bogata, więc mogła sobie pozwolić na uszycie munduru na miarę. Nosiła pod nim sześć drucianych tarcz, które miały uformować jej ramiona i klatkę piersiową. Czasem doklejała też sztuczne wąsy. Kobietom udawało się nie zdradzić swojej płci nawet przed tymi, z którymi dzieliły namiot. Myto się bowiem rzadko i chodzono spać w ubraniu.

Większość żołnierzy, którzy rozpoznali tożsamość swoich koleżanek, zachowywała ich sekret. Dla nich patriotyzm i odwaga były ważniejsze niż płeć. Ponadto szeregowcy rzadko mieli bezpośredni kontakt z przełożonymi, co pozwalało kobietom dłużej pozostawać w konspiracji.

Żadna kobieta nie została odkryta z powodu swej nieudolności na polu bitwy ani dlatego, że stanowiła zagrożenie dla siebie czy dla innych.

O wspomnianej już pani o pseudonimie Alfred J. Luther z 1 Pułku Piechoty z Kansas, która zmarła w szpitalu i dopiero wtedy odkryto jej płeć, jeden z żołnierzy pisał do swej siostry: W bitwie była dzielna jak lew i nigdy nie cofała się przed najcięższym trudem czy najtrudniejszymi obowiązkami. Brała udział w więcej niż tuzinie bitew i potyczek. Kiedy zmarła, była sierżantem. Wszyscy mężczyźni w oddziale mówią o niej z respektem i uczuciem. Byłaby mianowana na porucznika za kilka dni, gdyby nadal żyła.

Znanych jest aż sześć kobiet żołnierzy, które pełniły służbę wojskową, będąc w ciąży. Zaskakujące, że stan żadnej z nich nie został rozpoznany przez ich współtowarzyszy aż do momentu porodu. Urodzenie syna w zimowym obozie Armii Potomaku nad Rappahannock River przez wspominaną już kapral z New Jersey wywołało wiele pozytywnych reakcji, a nawet humoru. Narodziny w obozie potraktowano jako afirmację życia pośród wszechobecnej śmierci. Dziecko urodziła także w Murfreesboro w Tennessee pewna sierżant z 20 Korpusu. Kolejne, tym razem ciemnoskóre niemowlę powiła wiosną 1865 r. kobieta z 29 Pułku Piechoty z Connecticut. Dwie Konfederatki urodziły w więzieniu. Zaś narodziny syna pewnej kapral z 6 Pułku Artylerii z Nowego Jorku tak komentuje jej sierżant Herman Weiss w liście do swojej żony: Jakie było nasze zaskoczenie, kiedy usłyszeliśmy, że kapral był tak chory, że doktor odesłał go natychmiast do szpitala i że teraz ten dobrze wyglądający kapral powił chłopca.

Oprócz urodzenia dziecka, kobieca tożsamość była odkrywana najczęściej podczas choroby lub postrzelenia, kiedy były w szpitalu. Sporo z nich zostało zdemaskowanych dopiero przy czynnościach pogrzebowych. Bardzo niewiele kobiet zdradziło ich typowo kobiece zachowanie czy wygląd. Jedną z nich była Mary Smith z 41 Pułku Piechoty z Ohio, która wzbudziła podejrzenia zbyt dobrą umiejętnością szycia. Dwie kobiety z 95 Pułku Piechoty z Illinois zdradziły się tym, że gdy oficer rzucił im jabłka, odruchowo chwyciły za swoje nieistniejące fartuchy, żeby je złapać. Szer. John Thompson z 1 Pułku Piechoty z Kentucky wzbudziła podejrzenia kobiecym sposobem ubierania skarpet. Innej spadło na głowę jabłko, gdy siedziała pod jabłonią. Zgubił ją wówczas kobiecy pisk. Sophia Cryder z 11 Pułku Piechoty z Pensylwanii została zdemaskowana przez dwóch farmerów, którzy przyszli obejrzeć obóz. Była tak wściekła, iż ją odesłano do domu, że dwa tygodnie później spaliła stodołę jednego z nich.

W przeciwieństwie do szeregowych żołnierzy, którzy z reguły wspominali swoje towarzyszki z sympatią, oficerowie na odkrycie kobiety w armii zwykle reagowali oburzeniem. Wykazywali irytację czy wściekłość, że dali się tak oszukać i mają w swych szeregach niewiastę. Obawiali się przepisów. Kobiety były często sądzone, odsyłane do domu – honorowo lub niehonorowo, aresztowane i więzione. Przykładowo, Fanny Harris została odesłana do Chicago i zwolniona ze służby, mimo że była weteranem i doboszem i miała za sobą prawie tuzin potyczek. Te kobiety, które zostawały, pracowały dalej jako pielęgniarki, praczki lub zajmowały się szpiegowaniem. W kilku wypadkach, zwykle w armii Konfederacji, pozwalano im służyć dalej.

Ciekawy jest przypadek Lizzie Compton, czasem nazywanej Jackiem lub Johnnym, która była niebywale wytrwała w dążeniu do bycia żołnierzem. Służyła w wojsku przynajmniej półtora roku i w tym czasie była wykryta aż siedem razy. Najpierw gdy spadła z konia, potem kiedy została ranna w bok pod Fredericksburgiem. Wiosną 1863 r. aresztowano ją w Louisville, gdy służyła w regimencie z Minnesoty. Pułkownik zasugerował jej wówczas, by podjęła pracę w szpitalu, ale ona odpowiedziała, że wolałaby raczej umrzeć. Po krótkim więzieniu w Park Barracks została zwolniona. Później znów ją odkryto, gdy była ranna nad Green River. Kiedy ramię się jej zagoiło, przyłączyła się do 5 regimentu. Jednak jeden z żołnierzy w jej kompanii szybko spostrzegł, że Johnny to dziewczyna. Pozwolono jej doglądać rannych, ale nie mogła brać udziału w walce. Compton opuściła Kentucky i udała się do Rochester w stanie Nowy Jork, gdzie w styczniu 1864 r. została zdemaskowana podczas próby zaciągnięcia się do kawalerii. Tam opowiedziała swą długą historię służby w armii. Nie aresztowano jej, ale musiała opuścić miasto. Pojechała wówczas do Louisville, gdzie się przyłączyła do kawalerii i prawie natychmiast znów została zdemaskowana. Ostatni raz widziano ją, jak się opiekowała rannymi żołnierzami w Atlancie.

Zdarzały się jednak przypadki, że kobiety pozostawały w czynnej służbie, mimo że przełożeni dowiadywali się o ich prawdziwej płci. Przykładowo, żołnierze z 1 Pułku Kawalerii z Virginii (CSA) wiedzieli, że ich kapitan Charlie Hopper to w rzeczywistości Charlotta Hope i dbali o nią. Jest także bardzo prawdopodobne, że oficerowie z Kompanii D 18 Pułku Piechoty z Północnej Karoliny wiedzieli, że jednym z ich rekrutów jest Lucy Thompson Gauss, żona szeregowego Bryanta Gaussa. Zaś kiedy jeden z gapiów dostrzegł wśród żołnierzy zgromadzonych na dworcu kolejowym dziewczynę zwaną kapitanem Billym, podszedł do gen. D. H. Hilla i zwrócił mu uwagę, że w oddziale jest kobieta. Generał odpowiedział: Mój chłopcze, ta kobieta stanowi przykład dla mężczyzn, którzy pozostają w domach. Nawet sam gen. Robert E. Lee zezwolił kobiecie na służbę w swojej kwaterze głównej, gdy się dowiedział, że zaciągnęła się wraz z mężem i nosi mundur. Było więc sporo kobiet, które służyły w wojsku, nie próbując nawet udawać mężczyzn. Jedną z nich była Mary Ann Clark. Kiedy została wypuszczona z niewoli i wróciła w szeregi armii gen. Bragga, nie przejmowała się już ukrywaniem swojej płci, a nawet otrzymała awans, mimo że generał wiedział, że była kobietą. Bezimienna kobieta pochwycona nad North Anna River miała długie włosy, co świadczy o tym, że nie próbowała udawać mężczyzny. Także kiedy została pochwycona Jane Perkins, jeden ze strażników był zaskoczony, że nie próbowała ukrywać swojej płci i nosiła włosy splecione w warkocz i wsunięte pod kapelusz.

Obecność kobiet w szeregach Unii i Konfederacji, jakkolwiek niecodzienna i nie zawsze tolerowana, była jednak faktem. Wiedzieli o nich nie tylko szeregowi żołnierze, lecz nierzadko także ich dowódcy, a nawet takie osobistości jak Lee, Sherman, Sheridan, Burnside, Hill czy Forrest. Dowiadywały się o nich rodziny żołnierzy, czytając ich listy, i czytelnicy lokalnych gazet. Warto pamiętać o tych dzielnych niewiastach, gdyż niejedna z nich oddała swoje życie za Sprawę, o którą walczyła.

Ps. Książka, na podstawie której został napisany ten artykuł, odnotowuje około 129 kobiet walczących po stronie Unii i 36 – po stronie Konfederacji.

 

Bibliografia:

D. Blanton, L. M. Cook, They Fought Like Demons. Women Soldier in the American Civil War, Louisiana State University Press, Baton Rouge 2002.