Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Artykuły Ludzie Kobiety żołnierze w szeregach wojsk Północy i Południa - Część I.

Kobiety żołnierze w szeregach wojsk Północy i Południa - Część I.

autor: Magdalena "Madeline" Borek

women2Kobiety walczyły w wielu bitwach i kampaniach od początku wojny secesyjnej aż do jej końca, po stronie Północy i Południa. Były obecne zarówno na wschodnim, jak i na zachodnim teatrze tego krwawego konfliktu. Służyły w piechocie, kawalerii, a nawet w artylerii. Bywały ranione, okaleczane i zabijane w akcji. Cierpiały w szpitalach i więzieniach. Sięgały po oficerskie szlify, ale też rodziły dzieci. Najczęściej miały po dwadzieścia kilka lat, ale było wśród nich także sporo nastoletnich dziewcząt. Zeznania ich towarzyszy broni nie pozostawiają wątpliwości co do ich efektywności na polu bitwy. Dzięki zachowanym listom, pamiętnikom, dokumentom i artykułom prasowym możemy się dowiedzieć wiele na temat tego tak, wydawałoby się, wątpliwego zjawiska, jak XIX-wieczna kobieta walcząca w mundurze żołnierza w regularnej armii.

Już po pierwszej bitwie pod Manassas żołnierz z Georgii napisał do swojej żony, że w jankeskiej armii było bardzo dużo kobiet, a niektóre z nich zostały zabite. Źródła podają, że była wśród nich kobieta ze stopniem oficerskim – Frances Jamieson z Kentucky, która była porucznikiem pod komendą swojego męża – kapitana.

Jedną z bardziej znanych kobiet walczących po stronie Konfederacji była Loreta Janeta Velazquez, alias porucznik Harry T. Buford. Przybyła pod pierwsze Manassas jako niezależny oficer – bez oficjalnego mianowania i rozkazu. Wobec dezorganizacji panującej w armii w pierwszych miesiącach nieregularni żołnierze byli tolerowani. Velazquez dołączyła pod komendę gen. Barnarda Bee. Manassas nie było z resztą jej pierwszą bitwą. Walczyła już 18 lipca pod Blackburn’s Ford, gdzie z powodu śmierci wszystkich oficerów w kompanii przejęła jej czasowe dowództwo. Później, w październiku 1861 r. walczyła w bitwie pod Ball’s Bluff niedaleko Leesburga w Virginii. Została wyznaczona do objęcia dowództwa podczas ataku. Miała szczęście, że większość walk toczyła się w lesie, bo była jeszcze zbyt mało doświadczona w manewrowaniu wojskiem podczas bitwy. Jednak po wydaniu jej wspomnień w 1876 r. mjr John Newman powiedział: Znałem ją przez ostatnie trzynaście lat. Służyła pode mną jako żołnierz, a potem była promowana za swą skuteczność i uczciwość do stopnia pierwszego porucznika. Jestem bardzo dumny, że byłem jej dowódcą. Jednak departament wojny nigdy nie przyznał jej oficjalnie stopnia oficerskiego.

Loreta_Janeta_Velazquez_

Loreta Janeta Velazquez

Na zachodnim froncie w 1861 r. walczyły także inne kobiety. Jedna z nich w stopniu kaprala figurowała na liście 1 Pułku Piechoty z Kansas jako Alfred J. Luther. Znalazła się wśród 873 żołnierzy Unii rannych 10 sierpnia w bitwie nad Wilson’s Creek. Jej towarzysze broni wspominali później, że kapral była dzielnym i silnym żołnierzem i miała znakomitą reputację.

Udział kobiet w walkach na froncie zachodnim wzrósł w 1862 r. Pośród czterech tysięcy żołnierzy Unii, którzy polegli w bitwie pod Mill Springs w Kentucky 19 stycznia, były co najmniej dwie kobiety. W bitwie pod Shiloh walczyła Velazquez i przynajmniej pięć innych kobiet – cztery po stronie Unii i jedna po stronie Konfederacji. Unijny dobosz Jane Short, alias Charley Dans, została postrzelona w rękę, ale rana nie była poważna. Inna kobieta walcząca za Unię u boku swojego brata została ciężko raniona w nogę i ramię, ale przeżyła. Trzecia jankeska kobieta nie miała tyle szczęścia – została zabita w bitwie i prawdopodobnie nigdy nie poznamy jej nazwiska. Czwarta kobieta w unijnej armii, Frances Hook, wyszła cało z walki, ale była zdruzgotana emocjonalnie, gdyż w bitwie zginął jej jedyny brat. Po stronie Południa walczyła pod Shiloh Mary Ann Pitman, alias porucznik Rawley.

 

Frances_Hook<_Frank_Miller

Frances Hook

Na zachodnim froncie w 1862 r. w armii Konfederacji walczyła także Mary Ann Clark. Służyła pod gen. Braxtonem Braggiem na początku kampanii w Tennessee i Kentucky. Została ranna w kolano w bitwie pod Richmond 30 sierpnia 1862 r. Wpadła w ręce unionistów i została wtrącona do więzienia, skąd później zwolniono ją warunkowo. Natomiast rano po bitwie pod Perryville w Kentucky 8 października 1862 r. federalni żołnierze znaleźli kobietę ranną w lewy bok, która przeleżała na polu całą noc. Pod Murfreesboro zaś po stronie Unii walczyły trzy kobiety, wśród których była Frances Clayton. Była ona świadkiem śmierci swojego męża, który poległ zaledwie kilka stóp przed nią. Jednak ta dzielna kobieta się nie poddała. Kiedy padła komenda: bagnet na broń, przeszła koło jego ciała i ruszyła do ataku. Inna kobieta – w stopniu sierżanta – walczyła pod Stones River w piątym miesiącu ciąży! Nie był to jedyny taki przypadek. Źródła podają, że także w Bitwie Siedmiodniowej (Seven Days Battles) walczyła kobieta z New Jersey w pierwszym trymestrze ciąży.

Również na wschodnim froncie w 1862 r. wzrosła liczba walczących kobiet. Marian McKenzie – niebieskooka osiemnastolatka, wysoka tylko na pięć stóp i dwa cale (czyli ok. 158 cm) – służyła w kampanii w Shenandoah Valley jako Henry Fitzallen. Przeżyła wszystkie bitwy i potyczki tej kampanii. W Bitwie Siedmiodniowej w 1 Pułku Kawalerii z Nowego Jorku u boku swojego męża stanęła bezimienna kobieta, która ocaliła mu życie, wynosząc go rannego z pola bitwy. W tym momencie sama również została raniona.

W najbardziej krwawej bitwie wojny secesyjnej – nad Antietam – walczyło aż osiem kobiet – siedem po stronie Unii i jedna po stronie Konfederacji. Pięć z nich zginęło. Wśród tych, które ocalały, były Catherine Davidson z 28 Pułku Piechoty z Ohio, której ciężka rana spowodowała amputację ramienia, oraz Mary Galloway postrzelona w szyję podczas porannych walk. Przeleżała w wielkim bólu trzydzieści sześć godzin, nie mogąc się ruszyć, zanim została odnaleziona i przewieziona do szpitala.

Nad Antietam walczyła również wspomniana wyżej kobieta, która była w ciąży podczas Bitwy Siedmiodniowej. Teraz była już w drugim trymestrze, jednak nie unikała służby. Jeden z jej towarzyszy broni wspominał, że była ona nie tylko młodym i dobrze wyglądającym kapralem, lecz także jej uprzejmość i żołnierskie zachowanie robiły na oficerach bardzo dobre wrażenie. Swoje obowiązki pełniła aż do trzeciego trymestru ciąży. 19 stycznia 1863 r. zaszokowany pułkownik Armii Potomaku pisał do domu, że kapral został mianowany sierżantem za wspaniałe dowodzenie w bitwie pod Fredericksburgiem, a zaraz potem sierżant został matką. Po czym z żartem dodał: Jaki pożytek możemy mieć z kobiet, skoro żołnierze mogą rodzić dzieci?

Pod Chancellorsville po stronie Konfederacji walczyły co najmniej dwie kobiety. Zaś pod Gettysburgiem – pięć: dwie po stronie Północy i trzy w armii Południa. Kobiety walczące za Unię zostały lekko ranne. Natomiast jedną z konfederackich żołnierzy postrzelono w nogę i schwytano. W wojskowym szpitalu miała amputowaną nogę. Pozostałe dwie kobiety z Południa zostały ofiarami szarży Picketa 3 lipca. Unijny szeregowiec, który pełnił wartę przy drodze do Emmitsburga, był świadkiem krzyków agonii jednej z nich. Pisał potem, że był to najstraszniejszy odgłos, jaki kiedykolwiek słyszał. Druga kobieta zginęła w walce, a jej ciało zostało odnalezione przez żołnierzy Unii podczas czynności pogrzebowych.

 

Frances_Clayton

Frances Clayton

 

Jennie Hodgers (szer. Albert D. J. Cashier) z 95 Pułku Piechoty z Illinois brała udział w oblężeniu Vicksburga. Została schwytana przez Konfederatów podczas rekonesansu wokół miasta, ale udało się jej zbiec. Odebrała broń jednemu ze strażników, powaliła go i uciekła reszcie. Cashier cały czas była w czynnej służbie i przeżyła wojnę, nigdy nie będąc ranną. Długo po wojnie jej towarzysz broni wspominał drobnego szeregowca z irlandzkim akcentem jako dobrego i dzielnego żołnierza i z wielkim szacunkiem opisywał jej heroiczną postawę w walce. Wspominano w słowach pełnych podziwu, że mimo jej determinacji do podejmowania niebezpiecznych zadań, nigdy nie została postrzelona. Jeden z żołnierzy pisał, że była znana w regimencie jako odważna i waleczna. Inny weteran pamiętał, jak Cashier wystawiła się na ogień snajperów, wspinając się na wysokie drzewo, aby zatknąć unijną flagę, która została zestrzelona przez przeciwnika.

Podczas ekspedycji na Charles City Courthouse w Virginii 12 grudnia 1863 r. unioniści pochwycili wszystkich oficerów. Asystent chirurga w jednym z regimentów pisał w liście do ojca: Wśród więźniów była kobieta żołnierz. Miała około dwudziestu lat. Była ubrana po męsku i używała pistoletu przeciwko nam tak samo dobrze jak reszta. Brała udział w kilku potyczkach.

Późną wiosną 1864 r. pochwycono w ciągu tygodnia aż trzy kobiety walczące w Armii Północnej Virginii. Jedna służyła w kawalerii i została złapana 26 maja nad North Anna River. Otoczona tłumem gapiów rzucała kamieniami w każdego żołnierza, który się do niej zbliżył. Następnego dnia pochwycono w Hanoverze w Virginii Jane Perkins z artylerii. A kilka dni później po bitwie pod Cold Harbor aresztowano sierżanta artylerii, też kobietę.

Kobiety brały udział przynajmniej w czterech starciach podczas marszu Shermana przez Georgię. Sierżant Robert Ardry ze 111 Pułku Piechoty z Illinois pisał do ojca po bitwie niedaleko Dallas w Georgii: Walczyli jak demony. Widziałem trzy lub cztery rebelianckie kobiety żołnierzy na stercie ciał.

20 lipca 1864 r. w bitwie pod Peachtree Creek Konfederaci pod komendą gen. Johna B. Hooda przez dwie godziny dzielnie atakowali pozycje Unii. Wśród 4796 ofiar poniesionych tego dnia przez Południowców co najmniej cztery były kobietami. Żołnierz Unii James L. Dunn raportował: wśród rannych rebeliantów znaleźliśmy kilka kobiet w męskich ubraniach; były także pośród zabitych. Inny unijny żołnierz notował bardziej szczegółowo: złapaliśmy wielu rannych rebeliantów i przenieśliśmy ich do naszego szpitala. Wśród nich była kobieta w męskim ubraniu. Miała przy sobie pudło z nabojami. Była ranna w pierś, wciąż żywa i odważna jak żaden reb, jakiego kiedykolwiek widziałem. Mam nadzieję, że nasze kobiety nigdy nie będą tak głupie, żeby pójść walczyć na wojnie.

Jeden z unijnych żołnierzy wspomina kobietę ranną pod Allatona niedaleko Atlanty: Opalona i piegowata młoda rebeliantka, ręce i twarz zakurzone i brudne, leżała oparta na łokciu i paliła fajkę z kolby kukurydzy. Gdy doktor zapytał, jak się czuje, odpowiedziała: „Całkiem dobrze, ale noga boli mnie jak diabli”.

Po bitwie pod Cold Harbor jankeski żołnierz pisał do narzeczonej: Pochwyciliśmy kobietę, która była regularnym żołnierzem artylerii. […] Miała bardzo niezależną i szelmowską postawę, jak większość dam z Południa. Zaś unijna pielęgniarka zapisała w swoim pamiętniku, że pośród więźniów schwytanych podczas White House Landing była rebeliantka, sierżant artylerii.

Stworzona przez badaczy pól bitewnych wojny secesyjnej lista kobiet walczących w tym konflikcie jest niekompletna. Zawiera tylko te kobiety, o których mówią świadkowie lub które zostawiły po sobie spisane wspomnienia. Pełna lista kobiet biorących udział w wojnie domowej nigdy nie będzie znana, ponieważ w większości brały one w niej udział w sekrecie, przebrane za mężczyzn i pod męskimi imionami. Jednak te historie, które znamy, wskazują, że kobiety w wojnie secesyjnej walczyły dzielnie i były gotowe ginąć dla swojej Sprawy i dla kraju.

 

Zastanawiać może, jakimi motywami kierowały się kobiety, idąc na wojnę. Podstawowym powodem, dla którego były gotowe wstąpić do armii i walczyć, był fakt, że wojna wzbudzała w nich taką samą pasję walki, jak w mężczyznach. Cordelia Scales z Południa narzekała: To takie trudne, że my, które mamy te same pragnienia, co mężczyźni, nie możemy się włączyć do tej wielkiej walki o wolność tylko dlatego, że jesteśmy kobietami. Natomiast młoda Lucy Breckinridge pisała w swoim pamiętniku: Chciałabym, żeby kobiety mogły walczyć. Chętnie wzięłabym mój pistolet i zastrzeliła kilku jankesów, gdyby to było możliwe. Gdyby wśród szeregowców było kilka kobiet, dałyby mężczyznom taki przykład, którego nie powstydziliby się naśladować. Były jednak kobiety, które robiły więcej niż tylko narzekały na swoje kobiece położenie. Szukały możliwości włączenia się do konfliktu. Przykładowo, grupa ponad dwudziestu kobiet z Doliny Shenandoah napisała do konfederackiego sekretarza wojny, że zorganizowała ochotniczy regiment w celu lokalnej obrony, ponieważ ostatnie ogłoszenie o poborze zabrało wszystkich mężczyzn od szesnastego do sześćdziesiątego roku życia. Chciały ruszyć w pole, ale sekretarz wojny grzecznie odrzucił tę ofertę. Kobiety z Północy były równie patriotyczne i żądne krwi. Pani Black z Bostonu omyłkowo wciągnięta na listę poborową stawiła się w gotowości i stwierdziła, że jest zdecydowana nosić mundur i stanąć w bitewnym szyku.

Oczywiście większość kobiet, które deklarowały chęć zaangażowania się w ten konflikt, zajmowała się zbieraniem datków i szyciem mundurów, a jeśli szły na wojnę, to jako pielęgniarki, praczki czy kucharki. Niektóre służyły jako zwiadowcy czy szpiedzy. Były jednak kobiety, których ambicji te zajęcia nie zaspokajały. Dla nich liczyło się tylko zostanie pełnoprawnym żołnierzem.

Badacze wojny secesyjnej notują bardzo dużą liczbę kobiet, które przybrały męską osobowość i zaciągnęły się do wojska. Było to dość łatwe. Wystarczyło, że ścięły włosy, przywdziały męskie ubranie i zgłosiły się do najbliższego punktu rekrutacyjnego. W tamtych czasach nie było dowodów osobistych, a wiele osób nie miało nawet aktu urodzenia. Można więc było stać się, kim się chciało. Egzaminy i badania były bardzo pobieżne, często oglądano tylko dłonie i stopy. Najłatwiej było się dostać do oddziału w trakcie działań wojennych. Nie było wówczas czasu na badania, a przetrzebione przez choroby i zdziesiątkowane podczas bitew jednostki przyjmowały każdego chętnego.

Kobiety, wstępując do wojska, kierowały się różnymi pobudkami. Poza patriotyczną chęcią walki za Sprawę miały także i bardziej prozaiczne powody. Wiele z nich nie chciało się rozstawać z ukochaną osobą. Szły więc na wojnę za swoim mężem, bratem, kochankiem czy ojcem.

Podczas kampanii na Atlantę mjr William Ludlow spotkał ranną Konfederatkę, która tłumaczyła doktorowi, że należy do brygady z Missouri, że w jednym z regimentów miała męża i dwóch braci, więc podążyła za nimi na wojnę. Wszyscy jej bliscy zostali zabici, a ona nie miała innego domu niż regiment, więc wzięła broń i stanęła do walki.

Dwudziestosiedmioletnia Martha Parks Lindley była jedną z kobiet, które nie chciały opuścić swoich mężów. Podążyła za swym Williamem na wojnę i służyła w unijnym 6 Pułku Kawalerii jako Jim Smith. Podczas rekrutacji powiedziała, że jest zawodowym żołnierzem. W rzeczywistości zaś była żoną i matką dwojga dzieci, które zostawiła pod opieką siostry. Mimo próśb męża nie wróciła do domu. W wywiadzie przeprowadzonym z nią po wojnie wyznała, że była śmiertelnie przerażona, ale równocześnie tak zdeterminowana, żeby być z mężem, że lęk nie był w stanie jej w tym przeszkodzić. Jej towarzysze broni nie dostrzegli tego strachu, tak samo jak nie zauważyli, że powszechnie lubiany, przystojny i dzielny chłopak tak naprawdę jest kobietą, która tak bardzo kochała swego męża, że nie chciała żyć z dala od niego. Myśleli, że Jim Smith i William Lindley są kumplami.

Lucy Thompson Gauss służyła ze swym mężem w 18 Pułku Piechoty z Północnej Karoliny od sierpnia 1861 r. do grudnia 1862 r., kiedy wróciła do domu z powodu zaawansowanej ciąży. W tym samym czasie, kiedy Bryant Gauss zmarł od ran odniesionych pod Fredericksburgiem, jego żona urodziła mu córkę.

 

Bibliografia:

D. Blanton, L. M. Cook, They Fought Like Demons. Women Soldier in the American Civil War, Louisiana State University Press, Baton Rouge 2002.