Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2011 Yorktown 1862 - Kłodzko 2-4 września 2011

Yorktown 1862 - Kłodzko 2-4 września 2011

autor: Kargen

opfrstW pierwszych dniach września, Anno Domini 2011 w granice kłodzkiej twierdzy ściągnęły pułki obu walczących stron. Czas był przedni, pogoda dopisywała wspaniale, leciutki wiatr w żadnym wypadku nie zakłócał wieczornego ogniska. Mimo, iż teren ten od lat należał do konfederackiego dowódcy, jako pierwsi zajęli go Federalni. 58 Pułk z Nowego Yorku, za nic mając sobie obecność jeszcze samotnego gospodarza, rozłożył się z obozem czekając na niczego nie spodziewających się Południowców. Na szczęście kapral nasz telegrafem komórkowym ostrzegł nadciągające oddziały zatem do nieszczęścia niedoszło.


O wczesnym zmierzchu, zaczęli nadciągać żołnierze i rekruci 14 Pułku z Louisiany. A że przybywali z różnych stron, dopiero w późnych godzinach wieczornych planowany skład oddziału był w komplecie. I tak, Południe reprezentowali: dowódca nasz – Kapral, Smednir, Brunio, Peter, Artur oraz piszący te słowa – Kargen. Po stronie przeciwnej (tym razem jedynie stołu na szczęście) byli: sierżant Blue, Yankes i weteran Old.
Rozmowo mnie było końca, zwłaszcza, że wielu przybyłych, z różnych przyczyn nie było dane spotkać się prawie cały rok.

Noc upłynęła spokojnie, wystawione warty czujnie wypatrywały podstępnych ruchów przeciwnika, jednakże miła atmosfera nie sprzyjała knuciu perfidnych i podłych planów.

opmuszOd samego rana, w obozowisku wrzał ruch. Rekruci pilnie ćwiczyli pod okiem
Smednira, Jankesi czekali na przybycie własnego podopiecznego, w czajniku nad ogniskiem wesoło bulgotała woda na kawę, a pozostali żołnierze wylegiwali się czekając na rozwój wypadków.
Rekrut Willi z 58 Pułku, po krótkim przeszkoleniu przez samego sierżanta, dołączył do obozujących i wszyscy z utęsknieniem czekali na wymarsz. W końcu, konfederacki kapral dał sygnał i całość towarzystwa wyruszyła na zwiedzanie kłodzkiej warowni.

Ciężko w kilku zdaniach opisać, czego wszyscy byliśmy świadkami. Wspaniałe fortyfikacje, korytarze minerskie, w których obładowani zupełnie bezsensownie Jankesi musieli zrzucać ekwipunek aby przejść, przepiękne widoki na Kłodzko z niedostępnych tarasów. Wszystko to razem na długo zapadnie myślę, nie tylko w mojej pamięci. Warto nadmienić, że wielkim przeżyciem było strzelanie w samych korytarzach, w których zarówno huk karabinów sprawiał niesamowite wrażenie, jak i smugi unoszącego się dymu.

 

opgal

Dotarłszy w końcu do najwyższej części fortecy, dane nam było zażyć przeżycia istnie z pola bitwy. Kapral nasz, po krótkim przeszkoleniu, zezwolił odpalenie jednej z armat stojących w donżonie. Piszący te słowa miał zaszczyt odpalenia 1 funtowego potwora. Z początku lont sprawiał pewne trudności niedoświadczonemu piechurowi, lecz gdy wreszcie działo przemówiło, wszystkim zebranym włos się na głowach zjeżył. Huk wystrzału, a także fala akustyczna po nim następująca, na kilka chwil zaparła dech w piersiach. Przyznać muszę, iż słuch na kilka minut odmówił mi posłuszeństwa a dłonie drżały, nie wiem, czy ze zdenerwowania czy z podniecenia. Wrażenie, nomen omen bombowe.
Wieczorem tego dnia, w obozowisku, do egzaminu promocyjnego, przystąpił rekrut Kargen. Nie bez problemów, piszący te słowa przebył knieje pytań zadawanych przez Smednira, nie bez pomyłek udało mu się zaliczyć zadania z musztry, jednakże egzaminujący wykazali się sporą tolerancją i Kargen dostąpił zaszczytu wstąpienia w poczet żołnierzy Luisiańskiej czternastki.

opobNie koniec na tym. Kapral nasz, oficjalnym dekretem otrzymał sierżanckie szlify, a jego pierwszym podoficerskim rozkazem, Smednir wstąpił do grona kaprali.
Okazji do świętowania zatem było co nie miara, co też towarzystwo skrzętnie wykorzystało, do później nocy biesiadując przy wspólnym stole.
Stół zaś, o tyle ważnym jest elementem, że tym razem był on konfederacki. Dotąd bowiem, oba pułki dzielić musiały jeden – Federalny.

Spotkanie w kłodzkiej twierdzy należało do bardzo udanych. Atmosfera wspaniała, pogoda przednia, a i samo miasto przychylnie nastawione do rekonstruktorów. Nikt na ulicy nie pokazywał nas palcami, a jedynie wzbudzaliśmy szczere, merytoryczne zainteresowanie tubylców. Pierwsza impreza powakacyjna, mimo że już odeszła do historii, warta jest zapamiętania i powtórzenia w przyszłości.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w naszej GALERII

Zdjęcia autorstwa Patrycji, Smednira i Artura.