Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2016 Bzince 2016 r. Bitwa pod Manassas

Bzince 2016 r. Bitwa pod Manassas

bzir16_02mW lipcu 1861 r. gdy rozgrywała się I bitwa pod Manassas 14 Pułk z Luizjany jeszcze nie istniał pod tą nazwą. Jako 1-szy regiment Polskiej Brygady został włączony do służby w armii Konfederacji w składzie 13 regimentu z Luizjany w sierpniu 1861 roku w Camp Pulaski, nieopodal Amity w Luizjanie. Od Wirginii dzielił ich dystans ponad 1000 mil. Cóż, istniał czy nie, bić się trzeba, więc na płaskowyż wznoszący się nad doliną rzeki Wag po słowackiej stronie Karpat przybywali duchowi spadkobiercy żołnierzy pierwszej bitwy Wojny Między Stanami. Obserwatorzy z secesyjnych zaświatów, duchy prawdziwych bohaterów wojny którzy zawsze są obecni podczas współczesnych rekonstrukcji ich dawnych bitew, zobaczyliby najpierw dwóch weteranów z dawnej Kongresówki bezradnie rozglądających się po pustawym jeszcze terenie przyszłych zmagań.

Sas i Brat Szary wcześniej przeżyli przygodę terenową z której wybrnęli dzięki pomocy okolicznych miłośników quadów i kosztem urwanej osłony skrzyni biegów. Jak się okaże, przygody takie nie ominęły innych zmierzających po rozmokłych, stromych gliniasto-kamiennych dróżkach na szczyt, ale po kolei. Obóz powstawał w mało sprzyjających warunkach. Bezustannie padający deszcz, porywy wiatru początkowo zwarzyły humory, jednak aura złagodniała na tyle, że dało się rozbić sfatygowaną psią budę, która szczęśliwie posiadała jeden boczek, więc dawała ochronę przed porywistym wiatrem, specjalnością Bzinc. Stopniowo pojawiało się coraz więcej namiotów, do wieczora obóz zapełnił się wcale pokaźną liczbą około 50-60 rekonstruktorów płci obojga. Pojawił się namiot gospodarczy a pod nim błyszczące srebrem pojemniki z darmowym piwem i kofolą. Widma żołnierskie polatujące nad terenem przyszłych zmagań, świadome przecież wymogów historyczności obruszyły się na ten widok i omal nie pospadały na ziemię, ale cóż, podejście Słowaków od dawna cechuje pewna wdzięczna dezynwoltura do owych wymogów i oburzanie się na nich jest pozbawione sensu.

bzir16_01

Zresztą takie podejście może być w pewnym sensie symbolicznym oddaniem chaosu i beztroski początku zmagań w Wojnie Domowej. Czeskie i słowackie bractwo „oczytane” jest, dużo książek różnych przywieźli, więc i beztroski było sporo, niemniej przyznać trzeba, że ich beztroska spokojna i życzliwa jest oraz, jak się okaże niebawem, nie do końca pozbawia możliwości skutecznego działania.

Wieczorem dotarły Niebieskie Dziubaski w osobach Olda, Blue, Yankesa i Pete’a Gordona. Jak wszyscy już razem zasiądą, można dowiedzieć się sporo o historii rozmaitych konfliktów zbrojnych, rodzinnych, sąsiedzkich, polityce, stosunku do aktualnych wydarzeń w kraju i na świecie oraz różnic w budowie zamka Sharpsa wz 1859 i wz 1862, słowem, dla takich chwil przy ognisku warto żyć i pomęczyć się trochę. Jak się okazało, pomęczyć przyszło się jeszcze tej nocy. Nagle, znikąd jakby pojawił się przemoczony Gregorius bez swojego Ducato, które miało przygodę na podjeździe i za cholerę nie mogło się z błota wydostać. A tam cały majdan obozowy, więc sprawa poważna. I tu spisali się sąsiedzi. Zaczytane w różnym stopniu (niekiedy poważnie) międzynarodowe bractwo radośnie powędrowało w ciemną noc, i nie wszyscy wiedzieli po co, ale szli. „Co to się działo, co się działo, uzdrowiska pół ze śmiechu się skręcało…i skręciłoby do końca biednych ludzi, gdyby wreszcie się (Ducato) nie obudził” i nie wyrwał z gliniastych kolein. Było trochę strachu, czy zwolennicy literatury nie trafią pod koła albo nie pogubią się w krzakach. Wrzaskom, połajankom, „jedynie słusznym rozwiązaniom” w rozmaitych językach nie było końca. Celował w tym Plątonogi Colonel, wydając sprzeczne rozkazy a raz nawet wyciągnął szablę. No udało się, właściwie dzięki Rafałowi z Jankesów, który przytomnie pokierował akcją. Droga z powrotem charakteryzowała się głównie wyciąganiem z pokrzyw tymczasowego czeskiego porucznika Dundiego którego ściągało na lewo. Było super. W nocy lało jak z cebra.

Świt nie był zachęcający, cały czas w deszczu. Zwykle rankiem „rolkol”, a tu nic, wszyscy chowają się w namiotach. Udało się rozbić flajszita, więc sytuacja bohaterów tej relacji uległa znacznej poprawie a wraz z nią humory dzielnych wojaków, których należy przedstawić, bo w nocy nie było czasu.

bzir16_02

Oto Gregorius, szef kompanii i kwatermistrz 14-tki. Pogodne zwykle oblicze jego przecina grymas troski i niesmaku, gdy na jankeskich pozycjach dostrzega sylwetkę Rafała. W tej chwili jak żywe odezwały się secesyjne podziały, albowiem „brat przeciw bratu rodzonemu stanął”. Na skutek pomyłki, propagandy i zapewne złego towarzystwa ten wdały, obiecujący młodzian, pogromca serc niewieścich przywdział niebieski uniform. Cóż, wojna. Następnie Peter, cyrulik krakowski i uzdrawiacz, zawsze życzliwy i pomocny, można liczyć. Sas w widmowej upudrowanej adwokackiej peruczce do wojska trafił wprost z sali sądowej, gdzie jeszcze niedawno, zapewne bronił jakichś obwiesi. Sumienie oddziału, spokojny, zrównoważony, kompetentny. Jak twierdzi Hawken… młody ze smukłą sylwetką i prawniczą nawijką to nawet największą zołzę w mundurze by omotał”. Na szczęście Janek omotał (chociaż prędzej to ona jego) nie umundurowaną bynajmniej, przepięknej urody, filigranową niewiastę, którą jak Longinus Podpięta swoją Anusię Borzobohatą, na ramieniu może sobie sadzać. O, jest i Zbysio Killer, tym razem na szaro, ze swoją magiczną skrzyneczką (cacko prawdziwe i podobno niedrogo). Kopalnia wiedzy o broni wszystkich epok i dusza chłopak. Dalej Brat Szary, ale o nim nie warto, ponurak, gbur i dziwak. W dodatku nie pije, zgiń, przepadnij…, weź tu zaufaj takiemu.

W obozie Północy wyróżnia się kilku jegomości. Obserwatorzy, unijne widma natychmiast dostrzegają Trzech Muszkieterów z Bielawy – Antosia Olda, Adasia Yankesa i Blue. Właśnie udzielają reprymendy Pete’owi, znęcają się… ?. O, zagonili go do obierania warzyw do gulaszu. Biedny chłopak, kolejna pomyłka, że on niebieski, ale cóż, wojna.

bzir16_3

Przestało padać, wreszcie trąbią na zbiórkę i Colonel oznajmia plan działań. Na początek, tradycyjnie parada w Bzincach. Kolumna rusza w dół stoku i po dość karkołomnej wędrówce - ślizgawce wszyscy szczęśliwie docierają na dół. Tam trochę musztry, salwy honorowe na cześć i tak sobie, jakieś zdjęcia (wszystkie ponoć na jakiejś twarzoksiążce fotografa się znajdą ?).

Wraca się pod górkę, no niezły trening to jest w sumie, tym razem bez jankeskiej zasadzki, jak łońskiego roku.

Po wyprawie słowaccy gospodarze częstują gulaszem i fasolką, jest dobrze.

bzir16_4

Bitwa, jak na słowackie standardy, całkiem urozmaicona. Jest mała armata i kawaleria konfederacka w osobach dwóch kawalerzystów, w tym jednego płci nadobnej. Duchom pewnie łezka się kręci na widok manewrów odtwarzających ruchy wojsk pod Manassas w 1861 r. Jako, że w zaświatach przeszłość, przyszłość i wszystkie związane z czasoprzestrzenią sygnały elektroniczne, chmury i itd. są ogólnodostępne, takie oto wspomnienia przewijają się przed widmowymi oczami dawnych żołnierzy. Komentarzom, ocenom i wrzawie nie ma końca.

Szczęśliwie nikt nie ucierpiał, polegli powstali, ranni cudownie ozdrowieli. Najbardziej niebezpieczny okazał się Colonel-Johnston, który nie zarządził sprawdzenia broni po wszystkim, ale cóż, wojna, pewnie zapomniał. Za to wyczyszczenia dopilnował, więc się wyrównało.

Reszta dnia to KOCIOŁEK YANKESA, jankeskie specialite de la maison na który łakomym okiem łypią okoliczne głodomory. To prawdziwa katorga (polega to na odczuwaniu wciąż istniejących potrzeb) dla polatujących wszędzie widm prawdziwych uczestników bitwy. Takich specyjałów na ogół nie miewali, no chyba, że później w Marylandzie i Pensylwanii. Trzeba przyznać, że Adaś wszystkich potrzebujących nakarmił i gadaniu przy ognisku końca nie było.

bzir16_5

Dodatkowym bonusem dla naszych przyjaciół był secesyjny kinematograf w postaci niezwykłego doprawdy widoku nadobnej Czeszki (rude włosy, blada cera, nienaganna figura, eh, o czym, to ja…) przebierającej się w namiocie przy blasku lampy. Nazwali to Magiczną Latarnią. Takie tam niewinne, wojenne przyjemności pod nieobecność gwałtów i grabieży, ale kolejna katorga dla duchów. Zerkali spod oka, nie przerywając bieżącej dyskusji, bez ostentacji, bo i asystę miała w postaci czujnego młodziana, który nawet do wygódki z nią chadzał, zazdrośnik jeden.

bzir16_6

No cóż, ten epizod w historii rekonstrukcji powoli dobiega końca. Kładą się na sianku pod namiotami z nadzieją, że dyliżanse pozostaną bezpieczne, bo nie ma zwyczaju w Bzincach wystawiania wart. Nocna wichura zrywa flajszita, ale po sprawdzeniu, czy zacumowany, rezygnują z interwencji.

Noc powoli mija, bledną tańczące na firmamencie gwiazdozbiory. Widmowe postaci poległych żołnierzy Unii i Konfederacji stopniowo rozwiewają się w blasku jutrzenki. Pewnie oczekują na kolejne bitwy. Już niedługo i da Bóg, w szerszym gronie.

 

Opis bitwy pod Bitwa pod Manassas (Bull Run), 21 lipca 1861r.

CZĘŚĆ 1

CZĘŚĆ 2

CZĘŚĆ 3

CZĘŚĆ 4

CZĘŚĆ 5