Polish (Poland)English (United Kingdom)
Start Relacje z imprez 2014 Rapid Flank March - Góry Stołowe 17-19.10.2014

Rapid Flank March - Góry Stołowe 17-19.10.2014

stolaprz01Ziemia Kłodzka to miejsce kilku imprez marszowych organizowanych przez 14th Louisiana Infantry Regimant. Pierwszy konfederacki przemarsz w okolicach Kłodzka odbył się w 2009 roku (TU można przeczytać relację z tej imrezy), kolejny w roku 2012 (TU jest relacja).

Kontynuując tę chwalebną tradycję, sezon imprez historycznych w roku 2014 postanowiliśmy zamknąć na Ziemi Kłodzkiej, a nasze spotkanie miało mieć formę przemarszu.

Oprócz żołnierzy 14th Louisiana Infantry Regiment w przemarszu wziął również udział pvt Pete W. Gordon, przedstawiciel 58th New York State Volunteers Regiment – naszych kochanych wrogów, na własnej krwi wyhodowanych.

Tym razem nasze wspaniałe dowództwo przychyliło się do koncepcji, żeby rozprostować kości w okolicy nieco bardziej pofałdowanej, a mianowicie na terenie Gór Stołowych. Plan zakładał przejście ok. 4,5 km w piątek, następnie w sobotę ok. 17 km w górzystym terenie i ok. 5 km w niedzielę.

Nasza przygoda z Górami Stołowymi rozpoczęła się w piątkowy wieczór. Z uwagi na utrudnienia w ruchu na drogach wymarsz opóźnił się o 2 godziny i wyruszyliśmy już po zapadnięciu zmroku, ok. godz. 20:00. Te 4,5km, które przeszliśmy tego wieczora, na pewno wszystkim utkwiły głęboko w pamięci. I nie chodzi tylko o wędrowanie w ciemności leśnymi drogami. O wiele bardziej niż panujący mrok dała się we znaki deszczowa pogoda – opady rozmoczyły gruntowe drogi, którymi szliśmy, tworząc miękkie, chlupiące błoto.

stolaprz02

Pierwszy nocleg był zaplanowany w ruinach zamku Homole. Z ruin zameczku niegdyś górującego nad okolicą pozostało bardzo niewiele – mały fragment wieży obronnej i kilka metrów muru. Nas bardziej interesował plac między wieżą a murem, gdyż to właśnie tam, przy rozpadającej się drewnianej wiacie, urządziliśmy nasze obozowisko. Z powodu deszczu zamokło drewno na ognisko.

Jednakże znalazło się kilka suchych kloców, które pozwoliły na sprawne rozniecenie ognia i spędzenie wieczoru i nocy przy ognisku. Na szczęście nocą już nie padało. Zresztą nocne warty pilnowały ognia, więc ranek przywitaliśmy we względnej suchości mundurów i sprzętu.

stolaprz03

Śniadanie złożone z sucharów, suszonego mięsa, kawy z cukrem trzcinowym i znakomitego tytoniu z Wirginii postawiło wszystkich na nogi. Chwilę po spożyciu ostatnich okruszków teren obozowiska był uprzątnięty, a my gotowi do wymarszu.

stolaprz04

Sobotni ranek powitał nas mgłami, które jednak szybko się podniosły, tworząc urocze cumulusy. A my ruszyliśmy w dalszą wędrówkę.

stolaprz05

Po zejściu ze wzgórza, na którym nocowaliśmy, pierwszych kilka kilometrów szliśmy lekko pofałdowanym terenem. We wsi Kulin urządziliśmy krótki postój, po czym zaatakowaliśmy strome wzgórze o wdzięcznej nazwie Lech. Po wejściu na wzniesienie rozpoczęła się niezwykle urokliwa część przemarszu.

stolaprz06

Poruszaliśmy się płaskowyżem, z którego rozpościerał się wspaniały widok na dolinę wsi Łężyce oraz najwyższe partie Gór Stołowych. 

Przeszliśmy ok. 3 km, po czym zagłębiliśmy się w las, niezwykle piękny o tej porze roku, wkraczając jednocześnie na teren Parku Narodowego Gór Stołowych.

stolaprz07

Po kilkudziesięciu minutach znaleźliśmy się znów na otwartej przestrzeni, na górskich łąkach Rogowej Kopy, gdzie znajdują się malownicze Łężyckie Skałki.

stolaprz08

Kontemplując niezwykły krajobraz i maszerując dalej, znaleźliśmy się w końcu na Lisiej Przełęczy. To było miejsce, gdzie musieliśmy się zatrzymać i odpocząć, ponieważ zaraz za przełęczą było najtrudniejsze, najbardziej strome i uciążliwe podejście. Niestety turyści, którzy się znajdowali na przełęczy, skutecznie utrudnili nam odpoczynek, więc sił nabieraliśmy po drodze, wspinając się na 150-metrowej wysokości urwisko.

stolaprz09

Wspinaczka była bardzo wyczerpująca i znojna, szczególnie że szliśmy z wyposażeniem i bronią, ale widoki, jakie zobaczyliśmy ze szczytu, pozwoliły zapomnieć o wszystkich niedogodnościach.

stolaprz10

Nie był to jednak koniec uciążliwości, ponieważ przed nami ciągnął się ok. 4-kilkometrowy odcinek, gdzie droga, a właściwie ścieżka, była bardzo wąska, miejscami stroma, miejscami kamienista, a czasami błotnista i śliska. 

Odcinek ten kończył się stromym zejściem, jednak nie był to koniec marszu tego dnia. Do miejsca, gdzie mieliśmy zrobić sobotni biwak, trzeba było przejść prawie 4,5 km. Na szczęście droga, choć kamienista, była równa, prowadziła lekko w dół, więc końcówka sobotniego przemarszu stała się prawdziwą przyjemnością.

stolaprz11

Sobota była słoneczna, więc z rozpaleniem ogniska nie było najmniejszego problemu. Od pierwszej zapałki strzelił wesoły ogień. Gorąca herbata i kawałek kiełbasy z ogniska smakowały niebiańsko.

stolaprz12

Wojsko było zdrożone, więc rozmowa jakoś się nie kleiła. Niedługo po zapadnięciu ciemności już tylko straże trwały na posterunku. Kto nie miał warty, spał snem sprawiedliwego.

Niedzielny poranek przywitał nas czystym, błękitnym niebem, lekką mgłą i wspaniałym wschodem słońca.

stolaprz13

Ze śniadaniem uporaliśmy się szybko, równie prędko zwinęliśmy obozowisko. Do pokonania mieliśmy jedynie 5 km w pofałdowanym terenie. Jednak nie było tak dużych przewyższeń i zejść jak w sobotę, wobec czego po godz. 10 rano byliśmy już w Dusznikach Zdroju – u celu naszej wędrówki.

stolaprz14

Imprezy marszowe uczą przede wszystkim rozsądnego gospodarowania sprzętem – im mniej niesie się na grzbiecie, tym bardziej komfortowo się podróżuje. Po przejściu kilkunastu kilometrów w trudnym terenie, każdy doskonale rozumiał żołnierzy sprzed 150 lat, którzy porzucali po drodze niepotrzebny, ciężki ekwipunek.

Z tego samego powodu największym powodzeniem cieszyło się suche jedzenie: suchary, suszone mięso, suszone owoce, suszona kukurydza. W pożywieniu najwięcej waży woda – kiedy się jej pozbędziemy, żywność staje się o wiele lżejsza. 

Z drugiej strony, nie można było mieć sprzętu za mało, chociażby ze względu na porę roku – koc, połówka namiotu „psia buda”, dodatkowa koszula i dodatkowa para wełnianych skarpet bardzo się przydawały podczas chłodnych nocy.

Udało się nam przejść łącznie ok. 26,5 km, choć ta liczba nie oddaje różnicy poziomów, stromych podejść i spadzistych zejść. 

W ocenie uczestników była to bardzo udana impreza, godna kontynuowania. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku wyruszymy na przemarsz w większym składzie, zarówno jeśli chodzi o konfederacką, jak i jankeską stronę.

Zapraszamy do naszej GALERII